czwartek, 5 grudnia 2013

Essie, Toggle To The Top + Delivery Day!

Witajcie!

   Wczorajszy dzień był moim Delivery Day, czyli dniem, w którym otrzymałam wyczekiwane z niecierpliwością kosmetyczne przesyłki :). Jeżeli jesteście ciekawe, jaka była zawartość - zapraszam do oglądania! :)


___________________________ 









1. Setting Brush, Real Techniques - myślę, że tego pędzelka nie muszę nikomu przedstawiać, jeżeli same go jeszcze nie macie, na pewno o nim słyszałyście. Bardzo jestem ciekawa, czy rzeczywiście jest AŻ tak dobry.

2. Tangle Teezer, Salon Elite - długo zastanawiałam się nad tą szczotką, głównie ze względu na cały ten 'szał' panujący wokół niej, w końcu postanowiłam przekonać się na własnej skórze 'co i jak'. Bądźmy szczerzy szczotka to tylko szczotka, nigdy nie zdziała cudów na naszych włosach ponieważ nie jest w stanie zastąpić nam pielęgnacji. Jest to jedynie narzędzie, które może albo ułatwić nam życie, albo je nam uprzykrzyć. Po kilku użyciach od wczoraj muszę przyznać, że należy do pierwszej kategorii, rozczesywanie włosów przestało być dla mnie problemem. Dla porównania - grzebień drewniany z The Body Shop strasznie wyrywał i łamał mi włosy (kręcone z natury, suche, matowe, ROZJAŚNIANE na końcach), Tangle Teezer jest o wiele bardziej delikatny, owszem zdarza mu się pociągnąć, ale to nic w porównaniu do innych szczotek, które miałam. Nadal jednak uważam, że jest ciut za drogi.

3. Lakier do paznokci Barry M, Textured Nail Effect, White Pearl, kiedy zobaczyłam swatche w internecie - przepadłam. Wygląda jak piękna śnieżynka.

4. Lakier do paznokci Models Own, Emerald City. Długo szukałam czegoś, co pozwoliłoby uzyskać mi efekt podobny do tego ze zdjęcia:

źródło: stylowi.pl

Kiedy zobaczyłam ten lakier po prostu musiałam go mieć :) 

5. Główny bohater dzisiejszego posta - lakier do paznokci Essie, Toggle To The Top, pochodzący z tegorocznej zimowej kolekcji. Jest to jeden z najpiękniejszych lakierów, jakie ostatnio widziałam. Cudeńko!



Essie - Toggle To The Top


światło dzienne


z lampą



światło dzienne


z lampą

z lampą


kilka zdjęć z telefonu:








Mam nadzieję, że Wam się podobało, dajcie znać, czy lakier przypadł Wam do gustu   :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.





wtorek, 3 grudnia 2013

Phenome Luscious Hydrating Cream - recenzja.

Witajcie!


   „Aksamitny i bogaty krem do codziennej pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej, opracowany na bazie ekologicznych wód roślinnych, organicznych olejów oraz naturalnych ekstraktów. Intensywnie nawilża, wiąże wodę w naskórku, tworzy długotrwałe rezerwy wilgoci, likwidując odczucie spięcia i dyskomfortu. Drobne linie i nierówności ulegają wygładzeniu, skóra zostaje pobudzona do regeneracji, zabezpieczona przed aktywnością wolnych rodników. Wzmocniony płaszcz lipidowy chroni przed utratą wilgotności oraz negatywnym działaniem czynników środowiska zewnętrznego. Skóra odzyskuje równowagę, staje się elastyczna, gładka i miękka w dotyku, zachwyca naturalnym blaskiem i witalnością.” Brzmi jak krem idealny… Jeżeli jesteście ciekawe, czy naprawdę nim jest – zapraszam na recenzję :).



____________________________






_____________________


   Produkt zamknięty jest w estetycznym (ale mało higienicznym) słoiczku z ciemnego szkła, co ma na celu ochronę składników przed utratą ich właściwości.

   Konsystencja kremu jest dość gęsta, dobrze się rozsmarowuje. Ma ziołowy, mało przyjemny, wręcz ‘szpitalny’ zapach.

   Jeżeli chodzi o samo działanie… Ma w sobie czegoś za dużo i czegoś za mało jednocześnie. Według mnie do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej krem się zupełnie nie nadaje, ponieważ z nawilżeniem mojej, mieszanej, nie potrafi sobie wystarczająco poradzić. Z drugiej strony jednak jest mistrzem jeżeli chodzi o pozostawianie na twarzy dziwnej, woskowo-tłustej warstwy, która się w ogóle nie wchłania. Owszem, likwidował spięcie skóry, jednak nie nawilżał jej dostatecznie. Czasem musiałam nałożyć dodatkową warstwę ponieważ jedna mi nie wystarczała. Nie zauważyłam aby ‘drobne linie i nierówności’ uległy wygładzeniu. Krem nie przyniósł mi żadnych zauważalnych efektów, ledwie dał radę ze spełnieniem swojej podstawowej funkcji. W zależności od tego czy i co nakładamy pod, potrafi się zrolować.

   Jego plusem na pewno jest skład – w 98.2 % naturalny. Nie zawiera silikonów i parafiny, co jest dla mnie bardzo ważne. Pomimo faktu, że na twarzy pozostaje ta dziwna niewchłaniająca się warstewka, krem nie spowodował u mnie wysypu zaskórników, za co niezmiernie go cenię. Jego wydajność również jest atutem. 

   Biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości – zupełnie nieadekwatny ( 126 zł ).
   Podsumowując, krem dostaje ode mnie subiektywną 3 na ogromnych szynach. Być może gdybym nie miała takich problemów z cerą i ze znalezieniem kremu, który mnie nie ‘zapcha’, byłby on z miejsca skreślony, ja jednak zostawiam przed nim otwarte drzwi. Odradzam go osobom z suchą cerą, wydaje mi się, że byłaby to totalna strata pieniędzy, nazwa (luscious – bardzo bogaty), tak jak i cena, zdecydowanie nie są zbyt dobrze dobrane. Jeżeli nie będę musiała – na pewno do niego nie wrócę, chyba, że naprawdę nie znajdę nic lepszego, w co szczerze wątpię…



Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.




niedziela, 1 grudnia 2013

Ulubieńcy listopada 2013.

Witajcie!

   Listopad już za nami więc najwyższy czas przedstawić Wam moich skromnych ulubieńców miesiąca. Listopad był w tym roku wyjątkowo łaskawy, udało mi się przetrwać go bez popękanych ust i zaczerwienionych dłoni, co bardzo mnie cieszy. Ze względu na tę łagodność moja pielęgnacja zbytnio nie uległa zmianie, stąd ta dzisiejsza ‘skromność’. Jeżeli jesteście ciekawe, czego najprzyjemniej używało mi się w tym miesiącu – zapraszam :).


____________________________

Odrobina pielęgnacji:






   Żel do mycia twarzy ziołowy, do cery tłustej i trądzikowej, Fitomed.
   Nie wysusza, jest bardzo łagodny a do tego świetnie zmywa makijaż. Kosztuje grosze więc na pewno warto wypróbować :).

   Odżywka do włosów rozjaśnianych i blond, rumiankowa, Farmona.
   Ma bardzo ciekawy skład, nie zawiera silikonów, parabenów, alkoholu, pochodnych formaldehydu, zawiera za to masło shea, kwas mlekowy, alkohol cetylowy, ekstrakt z rumianku, glicerynę, inulinę, mikronizowane białka pszeniczne i skrobię pszeniczną, ceramid, białka mleka. Pachnie jak najprawdziwszy rumianek, konsystencję ma bardzo lekką, jak mleczko, jednak włosy są po niej bardzo miękkie i nawilżone. Pomimo zawartości protein w składzie nie spowodowała u mnie przeproteinowania, są one idealnie zbilansowane substancjami nawilżającymi. Można stosować ją również jako odzywkę bez spłukiwania. Kosztuje ok. 8 zł.



_______________________________

Kolorówka:




   Max Factor Masterpiece Max. 
   Po raz pierwszy dla osiągnięcia wymaganego efektu nie muszę nakładać drugiej warstwy tuszu. Rzęsy wyglądają cudownie a tusz się nie kruszy i nie rozmazuje. Jak na razie jest to mój tusz idealny, pobił False Lash Effect na głowę.

   Cień do powiek Sephora, Cashmere, nr 50.
   Gościł już w moich ulubieńcach sierpnia. Jest wielofunkcyjny, wypełniam nim brwii, jest to idealny kolor do tego celu, nakładam w załamaniu, w zewnętrznym kaciku, na całą powiekę albo na dolną linię rzęs.

   Róż w musie Maybelline w odcieniu 04.
   Cudownie ożywia twarz, skóra wygląda na wypoczętą, rozjaśnioną, młodą. Bardzo pomógł mi w zakamuflowaniu skutków nieprzespanej nocy i udało mu się to w 100%. Nikt nie zauważył mojego zmęczenia a nawet dostałam komplement, że niczego po mnie nie widać. Działa : D.



_______________________________





   Moim niekosmetycznym ulubieńcem miesiąca jest świeca Yankee Candle Red Apple Wreath. Najcudowniejszy świąteczny zapach jaki kiedykolwiek wąchałam. Pachnie jak amerykańska guma cynamonowa z dodatkiem świątecznych kandyzowanych owoców, jak świąteczny kompot. Pachnie magicznie i polecam go każdej z Was. Jeżeli jesteście z Białegostoku i zastanawiacie się nad kupnem polecam udać się do Galerii Antoniuk na stoisko Wyspa Zapachów – mają tam naprawdę spory wybór wosków i świec :).



P.S. Nie mam pojęcia co się dzieje z Bloggerem, zdjęcia tak strasznie tracą na jakości...;(

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.