piątek, 13 marca 2015

Zoeva Rose Golden Complete Eye Set vol. 2.

Witajcie! 


   Marka Zoeva powstała w 2008 roku w Niemczech, jednak dopiero na przełomie 2013/2014 roku podbiła serca kobiet w innych częściach świata, w tym w Polsce. Zoeva wdarła się szturmem na polski rynek jako dość prestiżowa marka i nie ma się co dziwić, zawdzięcza to głównie jakości swoich produktów. Furorę robią głównie zestawy pędzli Rose Golden a ostatnio w szczególności nowe 'dzieci' Zoevy - zestawy Rose Golden vol. 2. Dziś mam dla Was prezentację najnowszego zestawu pędzli Rose Golden vol. 2 Complete Eye Set, więc jeżeli ktoś się jeszcze waha i zastanawia nad zakupem - ten post jest właśnie dla Was :).













   W nowej ofercie zestawów dostępne są 4 warianty - 2 zestawy pędzli do oczu, jeden standardowo z kosmetyczką, drugi z kosmetyczką i pojemnikiem
na pędzle, tak samo jest w przypadku pędzli do twarzy. Ze względu na to, że pędzle mam już gdzie trzymać zdecydowałam się na wersję podstawową.


W skład zestawu wchodzi 12 pędzli:

142 - Concealer buffer (sztuczne włosie taklon)
221 - Luxe Soft Crease
227 - Luxe Soft Definer
228 - Luxe Crease 
230 - Luxe Pencil 
231 - Luxe Petit Crease
232 - Luxe Classic Shader 
235 - Contour Shader (sztuczne włosie taklon) 
238 - Luxe Precise Shader
310 - Spot Liner (sztuczne włosie taklon)
322 - Brow Line (sztuczne włosie taklon)
325 - Luxe Brow Light












   Pędzle przychodzą do nas zapakowane w przepiękną kosmetyczkę na zewnątrz wykonaną z materiału skóropodobnego w kolorze, uwaga, różowego złota ( :) ), zamek, metalowy napis 'Zoeva' umieszczony z przodu oraz napis 'Color. Love. Makeup.' znajdujący się w środku również są w tym kolorze, wewnętrzna wyściółka wykonana została z beżowego rypsu. Uchwyt suwaka nawiązuje stylistyką do graweru na skuwkach. We wszystkim widać OGROMNĄ uwagę przywiązaną do detalu, co osobiście bardzo cenię :).













   Skuwki pędzli są w kolorze różowego złota, włosie w większości przypadków jest białe, występuje również cieniowane od ciemnobrązowego do białego. Na każdej skuwce znajduje się grawer w kształcie przypominającym arabeskę/ornament. Osobiście nie uważam, że jest on niezbędny, ale to jedynie moje osobiste preferencje :). Trzonki są matowe w kolorze pudrowym, cielistym. Standardowo na trzonku wytłoczone zostały numery i nazwy pędzli oraz nazwa firmy, po drugiej stronie pędzli na dolnej części trzonka znajduje się napis 'Rose Golden', na kształt którego składają się wytłoczone kropki. Wszystkie napisy są w kolorze różowego złota. 




























   Co o nich sądzę? Pędzle wyglądają przepięknie i bardzo dobrze się z nimi pracuje ( w końcu to Zoeva). Oprócz całego tego zachwytu zestaw ma jednak dwie małe wady - nie podoba mi się to, że praktycznie w każdym zestawie Rose Golden (oprócz wersji beżowej do twarzy) znajduje się Concealer buffer - jest to pędzel, którego chyba najmniej używam, a już tym bardziej nie lubię używać go do korektora - jest dla mnie za mały i zbyt mocno zbity, do tego celu wolę pędzle typu Setting Brush Real Techniques. Drugi minus jaki zauważyłam to to, że włosie w tym zestawie jest odrobinę gorsze jakościowo od pędzli, które kupiłam pojedynczo. Stwierdzam to na przykładzie pędzli 227 i 228 - oba pędzle kupione w standardowej wersji, poza zestawem są bardziej miękkie i delikatniejsze dla skóry od tych z zestawu, którym zdażało się nawet odrobinę drapać. Nie wiem czy wynika to z oszczędności i po prostu 'coś za coś', dostajemy ładniejszy wygląd ale odrobinę gorsze włosie? Tak czy inaczej, z pędzli jestem bardzo zadowolona i naprawdę polecam :) Dajcie znać co o nich sądzicie :).


   Na stronie Zoevy zauważyłam również, że 30 marca do sprzedaży wchodzą nowe, bambusowe zestawy. Jeżeli jesteście zainteresowane, możecie zobaczyć je TUTAJ.

Pozdarwiam Was cieplutko,
Kasia.



poniedziałek, 9 marca 2015

Ulubieńcy stycznia i lutego 2015.

Witajcie!




   Luty minął w zastraszającym tempie, nim się obejrzałam zaczął się marzec i proszę...dziś już 9-ego :) Mam nadzieję, że wczorajszy dzień był dla Was wyjątkowy, życzę Wam abyście zawsze czuły się piękne, docenione, wartościowe i kochane! :) 
   W związku z tym, że blog na nowo ruszył na początku lutego w dzisiejszym poście przemycę też kilka rzeczy ze stycznia. Zapraszam więc na ulubieńców stycznia i lutego! :)










   


   Pielęgnacja w dwóch minionych miesiącach została zdominowana przez LUSH'a. Po wizycie w ich holenderskim sklepie i wypróbowaniu paru kosmetyków mogę śmiało stwierdzić, że jest to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych. Bardzo, ale to bardzo ubolewam nad faktem, że nie ma ich stacjonarnie w Polsce, warto polować na ich kosmetyki na allegro lub złożyć zamówienie na angielskiej stronie. To, co polubiłam najbardziej to zdecydowanie maska do włosów blond Marilyn oraz szampon w kostce Lullaby. Oprócz nich to maska do twarzy Mask Of Magnaminty oraz cukrowy scrub do ust Bubblegum (o wszystkich tych produktach możecie przeczytać TU). 

   Rodzynkiem w pielęgnacyjnej gromadce ulubieńców jest migdałowy olejek pod prysznic L'Occitane, który pomimo zaszczytnego miejsca raczej nie zagości ponownie w mojej łazience. Bardzo ładnie pachnie i skutecznie zapobiega wysuszaniu skóry jednak jego cena raczej wyklucza ponowny zakup (ok 80 zł/250ml).














   Przechodzimy do makijażu. W ostatnich miesiącach na moich powiekach gościł bardzo zgrany duet - Suspect, cień z palety Naked 2, Urban Decay oraz cień do...brwii marki Golden Rose w odcieniu 102, który przełożyłam do opakowania po cieniu Sephory. Suspect daje bardzo ładny naturalny blask na powiece, natomiast cień z GR świetnie sprawdza się w załamaniu. 















   Do podkreślania górnej linii rzęs oraz górnej linii wodnej służy mi wodoodporna kredka L'Oreal Gelmatic. Jej formuła jest dość dziwna/wyjątkowa,w ciągu dnia jest bardzo trwała, nie rozmazuje się a na górnej linii wodnej trzyma się ładnych kilka godzin, natomiast jej wodoodpornośćznika, kiedy zaczynam zmywać makijaż, co dla mnie jest bardzo na plus ze wględu na brak konieczności używania płynów dwufazowych czy olejków. Na rzęsach nosiłam (i nadal noszę) głównie tusz Miss Sporty Studio Lash, nie jest bez wad, dość szybko zaczyna się kruszyć, jednak za taką cenę nie wymagam cudów :). Na policzkach gościł róż NARS Douceur. Nigdy nie byłam 'blush kinda gal', dlatego taka dość neutralna, zgaszona propozycja to dla mnie strzał w dziesiątkę. 












   W kwestii ust wygrywa matowa pomadka od Bourjois w odcieniu Don't Pink Of It!. Dość neutralny, nienachalny róż w sam raz na codzień :). Przez ostatnie dwa lata stopniowo przekonuję się, jak ogromną różnicę w makijażu robią odpowiednie narzędzia. Pędzel Sigma F25 Tapered Face postawił kropkę nad 'i' i ostatecznie utwierdził mnie w tym przekonaniu. Bronzer nabrany na sam czubeczek tego 'jajeczka' i roztarty resztą włosia daje naprawdę niesamowity efekt. 










   Ostatnim, niekosmetycznym ulubieńcem są akwarele. Nie jestem w tej dziedzinie żadnym specjalistą, dopiero się uczę, jednak sprawia mi to tak dużą frajdę, że postanowiłam o tym wspomnieć. :)













Dajcie znać co podbiło Wasze serca w ubiegłym miesiącu,

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia. 

sobota, 28 lutego 2015

Nowości kosmetyczne stycznia i lutego.

Witajcie!


   Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy to powszechnie przyjęta złośliwość losu, ale jak już coś z kosmetyków się kończy – kończy się wszystko na raz. Podkład, puder, krem pod oczy i tak dalej, i tak dalej. W związku z tym, że dużo najpotrzebniejszych rzeczy w dwóch ostatnich miesiącach zaświeciło pustym denkiem, zapraszam na haul kosmetyczny stycznia i lutego : ).







   Dwie najważniejsze rzeczy, które skończyły się praktycznie w tym samym czasie – krem pod oczy oraz podkład. Korzystając z oferty VIP w Sephorze -20% udałam się na uzupełnianie braków z mniejszymi wyrzutami sumienia. Oba produkty zdążyły już zagościć na blogu po jego reanimacji – krem pod oczy Clinique, All about eyes rich to mój absolutny ulubieniec, podobnie jak podkład – Estee Lauder, Double wear light.








   Skończył się mój poprzedni tusz do rzęs  Oriflame, Wonder Lash, którego niestety nie zdążyłam zamówić na allegro (nie znam żadnej konsultantki) więc postanowiłam wypróbować coś taniego i polecanego – tusz Miss Sporty, Studio Lash sprawdza się naprawdę nieźle. Nigdy przedtem nie spodziewałam się, że uda mi się wykończyć jakąś kredkę do oczu – a jednak! Nowością jest wodoodporna kredka L’Oreal, Super Liner Gelmatic, którą używam głównie na górną linię wodną oraz na linię rzęs.  










   W ulubieńcach kosmetycznych wspominałam o pudrze Dior, Diorskin, który niestety zostaje wycofywany ze sprzedaży – do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, dlatego kupiłam dwa zapasowe opakowania (mam nadzieję, że znajdę godnego następcę zanim je wykończę :<).









Teraz czas na prezenty i zachcianki. Nars Douceur miał być prezentem na Święta, niestety zamówiony na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem przyszedł dopiero w połowie stycznia. Całe szczęście, że w końcu jest i od momentu kiedy się tylko pojawił wiedziałam, że się pokochamy. I stało się, przepadłam.








Razem z różem Nars zamówiłam również cień do powiek Milani (Bella Eyes, Gel Powder Eyeshadow) w kolorze Bella Bronze, który przyszedł, uwaga, dopiero na początku lutego. Ma przepiękny czerwonawy odcień brązu, wspaniale się blenduje i przepięknie wygląda na oku przez cały dzień. Długo czekałam na jaśniejsze i bardziej neutralne odcienie Rouge Edition Velvet od Bourjois i w końcu się pojawiły. Nadal nie są aż tak jasne i neutralne jak bym chciała, postanowiłam jednak wypróbować najjaśniejszy z kolekcji, nr 10 – Don’t pink of it! Bardzo często gościł na moich ustach w lutym i zasłużył na miejsce w ulubieńcach :).













Perfumy Chloe Signature to moje perfumy wszechczasów. Uwielbiam kiedy marka wypuszcza torebkowe miniatury (20ml) bo mogę mieć je zawsze przy sobie a do tego wychodzą całkiem korzystnie finansowo (20 ml – 119 zł / 30 ml – 239 zł). Posiadam już wersję różaną i podstawową, która jest na wykończeniu, dlatego korzystając ze zniżki w Sephorze postanowiłam uzupełnić jej zapas i powiększyć kolekcję o zieloną, bardziej świeżą wersję. Wszystkie trzy uwielbiam :).










Jeden jest prezentem od chłopaka, drugi ode mnie dla siebie z okazji zdanej sesji :). Mowa o przecudownych pędzlach do twarzy Sigma w wersji Copper – F25 Tapered Face, F35 Tapered Highlighter. Mniejszego używam głównie do nakładania pudru w okolicach oczu, większego do nakładania bronzera. Oba pędzle są niesamowicie miękkie i przyjemne w dotyku, mogłabym siedzieć i ‘miziać’ się nimi godzinami…Pobiły nawet Zoevę :).









   To już wszystkie nowości, dajcie znać czy miałyście z którąś z nich do czynienia :). Może u Was pojawiła się jakaś ciekawa nowość? :)

Pozdrawiam cieplutko,
Kasia.