poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Moja obecna pielęgnacja (i stylizacja) włosów.

   

Witajcie!





   Wiosna praktycznie już w pełni, wypadałoby więc odkurzyć nieco bloga. Dzisiejszy post zainspirowany został małą zmianą i wszystkim nowym i niespodziewanym, co razem z nią przyszło. Zapraszam!


   Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie, do czego serdecznie zapraszam (@nazywamsiekasia), zapewne wiecie, że zmianie uległa moja fryzura. Długie włosy nosiłam przez większość swojego życia, a pisząc ‘długie’ mam tu na myśli włosy do pasa, a nawet do bioder. Nic dziwnego, że podjęcie decyzji o cięciu nie było łatwe, zwłaszcza, że utożsamiałam je z atrybutem kobiecości i czułam się w nich bezpiecznie i pewnie. W końcu jednak przyszedł moment zmiany, włosy zajmowały mi zbyt dużo czasu i stały się czymś, co zaczęło mnie ograniczać. Wizyta u fryzjera (którą o mały włos bym odwołała, uwierzcie mi, tak się bałam) i pozbycie się ok 20 cm z długości - doświadczenie samo w sobie bardzo wyzwalające i dające do myślenia. Po pierwsze dotarło do mnie, że kobiecość jest w głowie – nie w rozmiarze tyłka, biustu, długości włosów, paznokci czy spódnicy. Po drugie – wyszłam poza swoją strefę komfortu. Po trzecie - zrobiłam coś tylko i wyłącznie dla siebie – nie słuchałam narzeczonego, który perspektywą moich krótszych włosów był wręcz przerażony, ani innych głosów przeciw. Ścięłam. I jest mi z tym tak cholernie dobrze… :) 


   Wraz z długością włosów zmienił się mój sposób traktowania ich – część kosmetyków, głównie do stylizacji, które dotąd leżały odłogiem (na długich, ciężkich włosach ich działanie było praktycznie żadne) teraz dostały drugie życie i sięgam po nie praktycznie non stop.







   Mogę w końcu zbudować swoją wymarzoną objętość, która trzyma się dłużej niż 10 minut, w tym wypadku z pomocą przychodzi mi świetna i zapewne Wam znana pianka L’Oreal Professionnel Tecni Art, Wolume Lift. Posiada specjalną cieniutką, wydłużoną końcówkę, dzięki której precyzyjnie aplikuję ją w kilku miejscach przy samej nasadzie włosów a następnie rozprowadzam równomiernie opuszkami palców. Niezależnie od nałożonej ilości nie udało mi się jeszcze skleić nią włosów. Jest bardzo lekka i po wysuszeniu włosów nie do zauważenia i nie do wyczucia – włosy są nadal naturalne w dotyku, pianka nie zostawia na nich żadnej lepkiej ani matowej powłoki, są nadal sypkie i wyglądają świeżo a objętość utrzymuje się u mnie przez większą część dnia.

   W związku z tym, że ‘stylizacja’ moich krótszych włosów nie trwa już dwie godziny, częściej chce mi się ją wykonywać. Po wysuszeniu włosów lubię je delikatnie podkręcić prostownicą a następnie spryskać kolejnym produktem z serii Tecni Art – sprayem teksturyzującym Next Day Hair. Za czasów długości do pasa bardzo pomagał mi w ujarzmieniu ‘puchu’ świeżo po wysuszeniu, włosy stawały się bardziej zdyscyplinowane i wygładzone, działał na zasadzie delikatnego lakieru, lecz ciężar i długość fryzury nie pozwalały mu pokazać całego swojego potencjału. Teraz, gdy włosy są krótsze, spryskuję nim fale, które następnie roztrzepuje palcami, tworząc w ten sposób efekt lekkiego bałaganu. Staram się spryskać również warstwy włosów pod spodem, osiągając dodatkową objętość. Podobnie jak w przypadku pianki – nie udało mi się jeszcze skleić nim włosów, a uwierzcie mi, układanie nowej fryzury sprawia mi ostatnio tyle frajdy, że zdarza mi się grubo przesadzić z jego ilością. Jedynym jego minusem jest to, że ciężko po jego użyciu rozczesać włosy, szybciej się one plączą i kołtunią, jednak wydaje mi się, że każdy tego typu produkt ma tę samą wadę, wszystko zależy też od użytej ilości.

   Jeżeli w danym dniu potrzebuję jeszcze więcej: a) utrwalenia, b) objętości sięgam po ciekawą opcję z drogerii – Schwarzkopf, got2b, Volumania – lakier, jak sama jego nazwa wskazuje, mający na celu dodać włosom objętości. Jego zabójczy, słodki, nieco sztuczny zapach malin nie należy do moich ulubionych, ale całe szczęście czuję go tylko przy aplikacji. Kluczem do sukcesu przy stosowaniu tego lakieru jest dużo krótkich psiknięć zamiast jednego długiego, w innym wypadku potrafi bardzo skleić włosy. Stosowany w odpowiedni sposób sprawdza się bardzo dobrze, utrwala i rzeczywiście dodaje objętości.






   Jeśli chodzi o pielęgnację – skrócenie włosów nie przyniosło w tej kwestii żadnych zmian, może jedynie w wielkości porcji zużywanych kosmetyków. Moim ulubionym szamponem nadal jest Oway Soothing Hair Bath, który nieuchronnie zbliża się już do końca. Pięknie pachnie, świetnie działa na wrażliwą skórę głowy, widocznie poprawia stan włosów. Więcej przeczytać o nim możecie TU.

   Odżywianie – w tym momencie używam chyba już trzeciej maski do włosów In Sight, tym razem z serii Daily Use z masłem brzoskwiniowym, ekstraktem z cytryny, olejem słonecznika i z kiełków kukurydzy. Raczej do nich nie wrócę, swoim działaniem przypominają bardziej odżywkę niż maskę, a nawet jako odżywki na moich włosach sprawdzają się przeciętnie.

   Maską, którą kocham od lat, jest L’Oreal Profesionnel, Absolut Repair Lipidium. Sprawia, że włosy są cudownie miękkie w dotyku, głęboko odżywione, nawilżone i o wiele lepiej się układają. Sięgam po nią zawsze, kiedy czuję, że czegoś im brak, mam pewność, że się nie zawiodę. Nawet po latach stosowania efekt wciąż jest taki sam.

   Kolejną maską jest nowość od Anwen – Maska Winogrona i Keratyna do włosów średnioporowatych. Koncept tworzenia kosmetyków do pielęgnacji włosa, dostosowanych do jego porowatości – bardzo na plus, z resztą to posty Anwen, między innymi o porowatości właśnie, dawno temu pomogły mi doprowadzić moją fryzurę do stanu, w którym znajduje się teraz. Maska zawiera składniki takie jak olej winogronowy, keratynę, jedwab, krzemionkę, Panthenol czy sok z liści aloesu. Efekt jaki daje na moich średnioporowatych włosach jest niesamowity, ciężko uwierzyć, że w składzie nie ma silikonów. Daje mi przede wszystkim wygładzenie, włosy są śliskie, miękkie, odżywione i ujarzmione, wręcz ‘piją’ tę maskę. Jest jak kosmetyk stworzony na miarę, uzupełniający wszystkie niedobory. Ma bardzo ładny, długo utrzymujący się zapach, chociaż przyznam, że na włosach wydaje się być przyjemniejszy niż w opakowaniu.

   O same końcówki, przyznaje się bez bicia, dbam stosunkowo rzadko. Kiedy już sobie przypomnę, sięgam po olejek z pestek śliwki z Ministerstwa Dobrego Mydła. Pięknie pachnie marcepanem, ma wygodny aplikator w postaci pipety i przyjemnie zmiękcza, odżywia i delikatnie natłuszcza końcówki.






    Do tego zestawu dołączam jeszcze dwie drogeryjne propozycje, które świetnie się u mnie sprawdzają. Lniany szampon polskiej marki Barwa miał mi służyć jako niedrogi produkt do mocniejszego oczyszczania skóry głowy raz na jakiś czas, jednak polubiłam go na tyle mocno, że stał się elementem regularnej pielęgnacji. Moje włosy kochają len pod każdą postacią – czy to olej lniany, czy żel lniany, być może dlatego pokochały również ten szampon. Pomimo SLS w składzie zupełnie nie przesusza ani włosów ani skóry głowy, wręcz przeciwnie – po jego użyciu moje włosy mają się i wyglądają świetnie.

   Odżywkę w piance pod prysznic z Pantene lubię za ciekawą formę –pianki do mycia ciała czy balsamy w piance nie są już żadną nowością, odżywkę w tej postaci widzę za to po raz pierwszy. Nie jest to produkt, który znacząco wpłynie na kondycję włosów, jednak jest wygodny, łatwy i przyjemny w użyciu i nadaje się na te dni, kiedy potrzebuję czegoś ‘na szybko’ – bardziej niż o odżywienie ta odżywka zadba o łatwe rozczesywanie i dobry wygląd włosów.

Tak w tym momencie prezentuje się moja pielęgnacja i stylizacja włosów, jak to jest u Was? Znacie jakieś z tych produktów?

Kasia.






4 komentarze:

  1. Mam ochotę wypróbować maskę do włosów od Anwen :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się grzebień ;) myślę, ze bym się z nim polubiła:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ślicznie Ci w tych włosach :) Ja coś czuję, że też zetnę włosy, ale to za jakiś czas ;)
    BTW jakiej prostownicy do loków używasz?

    OdpowiedzUsuń
  4. To rzeczywiście duża zmiana w długości włosów, choć obiektywnie wciąż są długie:) Ciekawią mnie kosmetyki do włosów marki Insight:).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :).

Bardzo proszę o niedodawanie linków służących autopromocji w komentarzach, każdy tego typu wpis będzie usuwany.