piątek, 29 listopada 2013

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było? - czyli co działo się przez ostatni tydzień :).

Witajcie!

   Dziś mam dla Was mały tygodniowy zdjęciowy mix. Co prawda tydzień jeszcze się nie skończył, ale mam nadzieję, że w końcu będę miała czas na 'pełnowymiarowego' posta, którego możecie spodziewać się prawdopodobnie w niedzielę :). Zapraszam :). 

   W tym tygodniu nie miałam czasu na nic poza uczelnią - oddanie projektu zbliżało się wielkimi krokami. Poniedziałek, pomimo wielu zajęć, był bardzo udanym dniem ze względu na moje imieniny :). 






1., 2. prezenty imieninowe - YC Red Apple Wreath, Nuxe - Reve de Miel, oryginalne herbatki w formie kulek, które po zalaniu gorącą wodą w dzbanku 'rozkwitają', serum Estee Lauder :), 3. prezent ode mnie dla mnie - Muji <3, 4. piękny imieninowy bukiet róż, 5. z cyklu "nie śpię bo studiuję architekturę", gdzieś na granicy dnia, nocy i poranku :) 6. dalszy ciąg prezentów - poduszka z sową - Empik :)


   W komentarzach pod ostatnim postem Rose Vanilla pytała mnie, czy tusz Max Factor Masterpiece Max się u mnie osypuje. Po ekstremalnych 24-godzinnych testach i zaśnięciu w 'opakowaniu' po nieprzespanej nocy moja odpowiedź brzmi 'NIE'. Nawet się nie skruszył. Chyba znalazłam tusz idealny...<3.



   Na koniec mam dla Was małą zagadkę. Ciekawa jestem, czy któraś z Was wie, co znajduje się na zdjęciu niżej. (Kształt jest dość dwuznaczny, wiem co przyjdzie Wam na myśl, jednak to nie o to chodzi :)) Koniecznie dajcie znać w komentarzach. :)







Korzystając z okazji zachęcam do zostania dawcą i wzięcia udziału w akcji Fundacji DKMS :) KLIK








Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.

niedziela, 24 listopada 2013

-40% w Rossmannie + mini haul ubraniowy.

Witajcie!

   Kilka dni temu blogosferę zalała fala informacji o zbliżającej się 40-procentowej przecenie na kosmetyki kolorowe w Rossmannie. W zeszłym roku tłum przy szafach z kosmetykami wzbudził u mnie raczej zażenowanie, niż chęć wzięcia udziału w promocji, tym razem jednak od dłuższego czasu miałam na oku kilka perełek, które sprawiły, że z promocji postanowiłam skorzystać. Aale! Żeby uniknąć przepychania się łokciami i kolanami (bo inaczej się nie da) wybrałam się do Rossmanna dzień wcześniej, na spokojnie przeanalizowałam listę zakupów, wróciłam następnego dnia rano i skierowałam się prosto po kosmetyki wcześniej wybrane. Zobaczcie, co udało mi się upolować :)




  • Masełko do ust Revlon w kolorze 047 Pink Lemonade,
  • Kohl w kolorze 090 Natural Glaze, Max Factor,
  • Róż w musie, odcień 04, Maybelline,
  • Lakier do paznokci L'Oreal, 842 Sequin Explosion,
  • Tusz do rzęs Masterpiece Max, Max Factor (już go wypróbowałam, jest GE-NIAL-NY...),
  • Wszystkim dobrze znany cień w kremie Color Tattoo, On and on Bronze, Maybelline.




+ zdobycze ubraniowe:




Duuuży sweter z KappAhl, który udało mi się upolować za...30 zł :) (cena początkowa 129 zł, promocja - 50% na przecenione artykuły z kartą KappAhl)






   Piękny płaszcz Zara z naturalną skórą, wiem, że w sklepie kosztował ponad 600 zł, nie pamiętam jednak dokładnie ile (jeżeli pamiętacie - napiszcie mi, jestem ciekawa), ja upolowałam go za połowę tej ceny :) Jest po prostu nieziemski! :) Noszę go z szalikiem w kratę, kupionym w zeszłym roku w H&M :) 





Jakie są Wasze Rossmannowe łupy? Wiem, że SuperPharm i Hebe też zrobiły podobne promocje, udało Wam się coś upolować? :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia. 



niedziela, 17 listopada 2013

Nail Repair Micro Cell 2000.

Witajcie!


   Nail Repair Micro Cell 2000 to odżywka Przeznaczona do miękkich i łamliwych paznokci. Jej Wyjątkowe działanie polega w pierwszej linii na odnowie związków cząsteczek proteinowych w warstwie rogowej paznokcia. Odżywka wzmacnia, utrwala i chroni przed pękaniem końców paznokci i czyni je wytrzymałymi i odpornymi na uderzenia. Czy rzeczywiście? Zapraszam na recenzję :).


______________________________







Sposób stosowania odżywki:

- 1 dzień - nałożyć bezpośrednio na paznokcie,
- 2 dzień - nałożyć drugą warstwę,
- 3 dzień - stare warstwy zmyć i powtórzyć kurację. Stosować 2-3 tygodnie, później raz w tygodniu jako podkład.


INCI: Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Nutrocellulose, Adipic Acid/Neopentyl Glycol/TrimelliticAnhydride Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Formaldehyde, Alumina, Etocrylene, Trimethylpentanediyl Dibenzoate, Polivinyl Butyral, Silica, N-Butyl Alcohol, CI 77120 (Barium Sulphate), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 60725 (Violet 2).


Odżywkę stosowałam sumiennie przez dwa tygodnie. Jakie efekty zauważyłam?

   Paznokcie zdecydowanie stały się TWARDSZE, a co za tym idzie – MNIEJ ŁAMLIWE I KRUCHE. Przed kuracją raczej nie udałoby mi się dojść do takiej długości bez łamania się i zahaczania. Ich WZROST PRZYSPIESZYŁ – w ciągu dwóch tygodni urosły o ponad 1 MM. PŁYTKA STAŁA SIĘ GŁADSZA, pionowe bruzdy stały się MNIEJ WIDOCZNE, WYGŁADZONE. Paznokcie są NAWILŻONE, biała część paznokcia jest JEDNOLITA. PRZESTAŁY SIĘ ROZDWAJAĆ, zyskały naturalny BLASK. Wyglądają na ZDROWSZE I WZMOCNIONE. Pomimo ostrzeżeń producenta odżywka NIE SPOWODOWAŁA u mnie nadmiernego WYSUSZANIA SKÓREK.


Paznokcie po kuracji, przed obcięciem.

Paznokcie po obcięciu.


   Odżywka jest naprawdę świetna, w 100% spełnia obietnice producenta, paznokcie są o wiele twardsze, mocniejsze i zdrowsze, czego nie spodziewałam się przy konieczności tak częstego używania zmywacza. Nie zmienia to jednak faktu, że ma ona również swoje małe wady:

-przede wszystkim – cena – ok. 70 zł
-wydajność – przy codziennym stosowaniu przez dwa tygodnie zużyłam ¼ opakowania
-producent tego nie obiecuje, jednak miałam cichą nadzieję, że odżywka pomoże mi z lekkim zażółceniem paznokci – niestety, mam wrażenie, że dodatkowo delikatnie je pogłębiła.

   Wiadomo jak to z kobietami jest, kosmetyki szybko nas nudzą, nawet jeżeli są świetne :) W tym momencie na oku mam inną odżywkę do wypróbowania, ale jeżeli nie znajdę nic porównywalnego – na pewno do niej wrócę. Z całego serca mogę ją polecić bo robi genialną robotę :).  



Miałyście okazję wypróbować Micro Cell? Jakie są Wasze sprawdzone odżywki do paznokci?
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.

czwartek, 14 listopada 2013

NEW IN #3.

Witajcie!

   Ostatnio nieco ‘zaszalałam’ z zakupami, przybyło mi kilka nowych rzeczy, które obecnie testuję, więc za jakiś czas być może pojawi się recenzja :). Parę rzeczy dotknęło już dna, a wiadomo, że jak się kończy – to kończy się wszystko na raz - stąd małe uzupełnienie. Otrzymałam też małą przesyłkę zza granicy, którą chętnie się Wam pochwalę :). Zapraszam!


______________________________





   Gdy tylko zobaczyłam te cudeńko na półce – przepadłam. Lakier Opi Haven't the Foggiest.

    Podpatrzony u Aliny (AlinaRose) eyeliner z Sephory, 10 glitter kaki. Cudo, na oku tworzy efekt brokatowej kreski w kolorze khaki, która wygląda szczególnie pięknie w sztucznym świetle.

    Błyszczyk NYX w kolorze Sugar Pie. Bardzo delikatny, naturalny kolor. Pięknie pachnie i co najważniejsze, NIE KLEI SIĘ!

    Olejek do skórek i paznokci Sally Hansen.






 

 

   Eucerin, płyn do wodoodpornego makijażu oczu. Kosztował mnie niecałe 10 zł w promocji w SuperPharm, zobaczymy jak się sprawdzi.

    Mój ukochany krem do rąk I Coloniali z mirrą. Żaden krem nie wchłaniał się tak szybko jak ten, niemal do matu, bez żadnej tłustej warstwy. Do tego dobrze nawilża i pięknie, choć intensywnie (co może niektórym przeszkadzać), pachnie :). Dostępny w Douglasie.

    La Roche-Posay, Hydreane Legere. Lekki krem nawilżający, którego używam od 6 dni. Na razie mogę jedynie powiedzieć, że dość dobrze nawilża cerę mieszaną. Na bardziej konkretne opinie jeszcze za wcześnie :).








   Świeca Bomb Cosmetics, Passion Fruit Sundae…Mmmm, po prostu piękny zapach. Naprawdę przypomina deser z owocami. Do tego ślicznie wygląda, te małe serduszka są przecudne :).






   Kolejne woski Yankee Candle (to się już przeradza w uzależnienie…). Honey Blossom, Pink Dragon Fruit i Strawberry Buttercream. Są to zapachy z kategorii zdecydowanie słodkiej, kwiatowo-owocowej.







   W związku z tym, że wieczory stają się coraz dłuższe, uznałam, że to idealny moment na nadrobienie książkowych zaległości. Tym razem wybór padł na nową pozycję Murakamiego, „Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” oraz „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator.


I na koniec – paczuszka! Maseczka do twarzy REN z kwasem glikolowym oraz zestaw – krem do mycia twarzy oraz tonik Liquid Gold, Alpha-H. BARDZO chciałam wypróbować te kosmetyki, tyle się o nich nasłuchałam i naczytałam dobrego. W końcu mam okazję. :)







Dajcie znać, czy jesteście ciekawe, jak wypadną kupione przeze mnie kosmetyki. Jak tylko wystarczająco je przetestuję - z chęcią podzielę się z Wami moją opinią :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.



wtorek, 12 listopada 2013

Ardell, Demi Wispies.

Witajcie!

  
   Dziś pokażę Wam, jak prezentują się, dość sławne już, sztuczne rzęsy Ardell Demi Wispies. Zapraszam :)







_________________________________




"Przed"

Żeby miejsce przyklejenia było jak najmniej widoczne należy narysować na powiece dość grubą kreskę czarnym eyelinerem. Do uzyskania dodatkowej głębi spojrzenia, kredką pomalowałam górną linię wodną oraz 'wjechałam' nią w linię rzęs, zagęszczając je. Swoje naturalne rzęsy pomalowałam tuszem. 





"W trakcie"

Tutaj dobrze widoczna jest różnica pomiędzy jednym okiem a drugim.





"Po"










   Efekt jak widzicie jest dość naturalny :). Spojrzenie nabiera innego wyrazu, głębi :) 
   Nosi się je wygodnie, po pewnym czasie oko się do nich przyzwyczaja i zapominamy, że w ogóle mamy je na sobie. 
   Bardzo łatwo się przyklejają, są elastyczne. Zamocowanie na przezroczystym pasku sprawia, że miejsce, w którym je przyklejamy jest bardzo mało widoczne.
   Na co dzień wolę bardziej naturalny makijaż i rano raczej nie mam czasu na dodatkowe przyklejanie rzęs (jestem śpiochem), nawet pomimo tego, że przykleja się je bardzo szybko, ale na jakieś okazje - jak najbardziej. Randka, kino, sylwester - każda okazja jest dobra, żeby poczuć się bardziej kobieco :). 
   Koszt rzęs to ok 14 zł, zamówiłam je online. 

   Rzęsy przyklejałam przezroczystym klejem DUO (dostępny jest również czarny), swój kupiłam w Inglocie, dostępny jest również online, jego cena to ok 20 zł za 14 g. Kleju jednorazowo zużywa się naprawdę minimalną ilość, więc takie opakowanie starczy na bardzo długo. 





Jakie są Wasze doświadczenia ze sztucznymi rzęsami? 
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.






sobota, 9 listopada 2013

Oh, Yankee...

Witajcie!

   Dziś kilka słów o woskach Yankee Candle, które udało mi się zgromadzić do tej pory. Jeżeli jesteście ciekawe - zapraszam! :)



_______________________________








   Lemon Lavender
   Bardzo przyjemne połączenie lawendy z cytryną, nie przytłacza, raczej uspokaja, nadaje się do palenia w małych pomieszczeniach. Zaskoczył mnie, bo spodziewałam się albo bardzo silnej lawendy, albo bardzo silnej cytryny. Pachnie ciekawie, zapach jest zbalansowany, raczej świeży.
   
   Loves Me Loves Me Not
   Zapach typowo letni, kwiatowy, świeży. Rzeczywiście ma w sobie nutę stokrotki, jednak trzeba się trochę ‘wwąchać’ aby ją wyłowić spośród zapachu innych białych kwiatów. Bywa troszkę przytłaczający i mdły.   
   
   Pink Sands
   Na początku mnie rozczarował, ponieważ ciężko było mi powiedzieć, czym ten wosk tak naprawdę pachnie. W sumie nadal nie wiem, na upartego wyczuwam kwiaty, sól, cytrusy, ale to czysta zgadywanka. Jest dość słodki i wiem, że wielu osobom się podoba…ja jednak nie znalazłam w nim nic, co sprawiłoby, żebym chciała kupić go jeszcze raz.  








   Camomile Tea
   Ma w sobie coś z rumianku, ale ten rumianek przełamuje jakaś inna nuta, której nazwać NIE POTRAFIĘ. Jak dla mnie nie jest to rumiankowa herbata jako napar rumiankowy, tylko rumianek i herbata, dwa oddzielne zapachy połączone w jedno. Pachnie dość intensywnie, może nawet delikatnie korzennie. Jest to bardziej ciepły zapach, nie ma w nim nuty słodyczy.
   
   Fluffy Towels
   To może śmiesznie zabrzmi, ale dla mnie to zapach Ameryki. Zapach pięknych amerykańskich ręczniczków, pościeli, bibelotów. Kiedyś podobnie pachniały paczki, które stamtąd przychodziły, być może stąd to skojarzenie. W Stanach do kupienia są pachnące ‘bibułki’ do elektrycznych suszarek na bieliznę, które kiedyś wkładałam pomiędzy ubrania w szafie, dzięki czemu pięknie pachniały. Wosk przypomina mi też zapach proszku do prania, świeżości. Przyjemny :)
  
    Beach Walk
   Świeży zapach, który kojarzy mi się z porankiem. Bardzo ciężko mi napisać o nim coś konkretnego, ponieważ nie potrafię jednoznacznie określić, czym ten wosk pachnie. Kojarzy mi się z czystością, delikatnością, ma w sobie jakieś kwiatowe nuty. Na pewno nie pachnie jak plaża. Ani tym bardziej spacer po plaży, jeżeli spacer może mieć zapach. Pachnie spokojem i ciszą.








   Vanilla Chai
    Pachnie bardzo, bardzo intensywnie! Raczej nie nadaje się do samodzielnego palenia, chyba, że chcemy dostać zawrotu głowy i kręcenia w nosie. Pachnie bardzo korzennie, bardzo cynamonowo, nawet troszkę pieprznie. Spodziewałam się bardziej słodkiego, ciepłego zapachu, otrzymałam silny, ciężki i odrobinę wytrawny. Nie wiem, gdzie podziała się ta wanilia, chyba uciekła z krzykiem. Mieszam go z innymi zapachami w podobnym klimacie, inaczej się po prostu nie da.
    
   Red Apple Wreath
   To jest najpiękniejszy świąteczny zapach ever. EVER! Czuję w nim owoce, goździki, cynamon, jabłka. Czuję magię i klimat prawdziwych świąt. To pierwszy zapach, który wywołał u mnie chęć posiadania go w większej wersji. Prze-pię-kny!
    
   Nature’s Paintbrush
   Ciepły, odrobinę męski. Rzeczywiście jest jesienny, może odrobinę korzenny. Przyjemny i otulający :)









   Warm Spice
   Słodkawy, korzenny. Odrobinę miodowy, ciepły. Rozgrzewający i odprężający. Typowo jesienno-zimowy. Nie przytłacza, pachnie bardzo przyjemnie.
   
   True Rose
   Przepiękny zapach prawdziwej róży. Elegancki, inny niż wszystkie. Nie przywodzi na myśl typowo kosmetycznej kompozycji różanej, pachnie naturalnie i dość luksusowo. Zostawiłam rozpalony wosk w pokoju, wyszłam na pewien czas, a gdy wróciłam byłam zdziwiona, co tak ładnie pachnie. Jeden z moich ulubionych.
   
   Red Velvet
   To jest dopiero słodycz. Pachnie ciasteczkami z polewą. Naprawdę. Prawdziwej babeczki red velvet nie miałam okazji zobaczyć, ani spróbować, więc moim skojarzeniem są kruche ciasteczka z czekoladą i dżemem w kształcie kwiatków, sprzedawane kiedyś na wagę. Intensywny zapach niekoniecznie nadający się do małych pomieszczeń, chyba, że do kominka wrzucimy małe kawałeczki wosku.  









   Vanilla Satin
   To nie jest zapach typowo waniliowy, słodki. To bardzo elegancka i wyszukana wanilia, przełamana nutami drzewnymi (drzewo sandałowe) i kwiatowymi. Przed rozpaleniem pachnie prawie jak perfumy, po rozpaleniu – otacza ciepłem. Jest nawet zmysłowa, kojarzy mi się z nagością, pięknem, dotykiem jedwabiu, gładką, delikatną skórą…
  
    Midnight Jasmine
   Prawdziwy, piękny jaśmin. Niestety jaśmin często kojarzy mi się z zapachem typowo do toalet, ten na szczęście jest o wiele bardziej wyszukany. Bardzo przyjemny, nie przytłacza. Jeden z moich ulubionych.
   
   Fresh Cut Roses
   Bardzo delikatny, piękny zapach. Nie jest to typowy, oczywisty zapach róż. Kojarzy mi się z ogromnym, zielonym królewskim ogrodem, pełnym zakamarków i tajemnic, w którym kwitną wspaniałe różowe róże, oświetlone blaskiem delikatnych promieni. W powietrzu unosi się magiczna, tajemnicza aura. Prawie jak z Pięknej i Bestii :).










   Merry Marshmallow
   Bardzo przytulny, idealnie wyważony, słodki, ale nie mdlący i przytłaczający. Pachnie kremowo, waniliowo, piankowo, cukrowo, IDEALNIE. Wącham i rozpływam się. W tle wyczuwam lekko miętową nutę, przypomina mi ona słodkie, miętowe czerwono-białe laski do powieszenia na choince. Cudowny.
   
   Snowflake Cookie
   Dość intensywny, słodki, ciasteczkowy. Czuć w nim lekkość, jak chmurka z cukru. Pachnie lukrem. Również bardzo przyjemny :)
   
   Christmas Memories
   Zapach bardzo podobny do Warm Spice, korzenny, ciepły, miodowy. Nie jest moim faworytem jeżeli chodzi o zapachy świąteczne.
   
   Christmas Eve
   Ciepły, świąteczny. Wyczuwalne są w nim nuty kandyzowanych owoców. Baardzo przyjemny, rozgrzewający. Zapach w stylu Red Apple Wreath. Christmas Eve pozostaje jednak na drugim miejscu, ale jest naprawdę świetny i warty wypróbowania. Stwarza miłą, świąteczną atmosferę.




_____________________________________


    Mięły już chyba 2 lata odkąd o Yankee Candle usłyszałam po raz pierwszy. Długo nosiłam się z zamiarem zakupu, jednak na duże świece szkoda było mi pieniędzy a kupowanie wosków jakoś mnie nie kusiło. W tym roku w końcu postanowiłam spróbować, później zaczęła się też Yankeemania w internecie, która mi w tym pomogła. Szczerze mówiąc, na początku miałam dość mieszane uczucia. Moje pierwsze zamówienia online nie zawsze były trafione i zastanawiałam się skąd te wszystkie 'ohy' i 'ahy'. Później trafiłam jednak na takie zapachy, które mnie po prostu oczarowały, m. inn.: na True Rose, Fresh Cut Roses, Red Apple Wreath czy Merry Marshmallow. Ogromnym plusem Yankee Candle jest to, że kompozycja zapachowa stworzona jest jedynie na bazie naturalnych olejków eterycznych, więc możemy je palić bez ryzyka alergii. Zapachy szybko rozchodzą się w powietrzu i długo się utrzymują. 

   Pomimo moich początkowo wygórowanych oczekiwań oceniam Yankee bardzo pozytywnie. Zapachy mają to do siebie, że ciężko je sobie wyobrazić mając przed sobą jedynie ich opis, dlatego jeżeli macie możliwość powąchania przed zakupem - koniecznie z niej skorzystajcie. Ja z niektórych wosków zamówionych online nie byłam zadowolona, co odbiło się później na ogólnej ocenie. Każdy z nas ma różne skojarzenia i czasem opis po prostu nie do końca oddaje rzeczywistość. Z czasem jednak znalazłam takie, które skradły moje serce i moja opinia zmieniła się o 180 stopni. Do niektórych nie wrócę na pewno, za niektórymi z kolei pewnie zatęsknię. Jeżeli jakiś zapach bardzo Wam się w sklepie spodoba i jesteście o krok od zakupienia dużej świecy - kupcie najpierw wosk. Po rozpaleniu zapach potrafi się bardzo zmienić i niekoniecznie musi się Wam spodobać. 6 zł mniej się żałuje niż prawie 100 :).


   Jeżeli czyta mnie ktoś z Białegostoku, kto jest zainteresowany Yankee Candle, ale nie chce kupować w ciemno przez internet, polecam udać się do Galerii Antoniuk na stoisko Wyspa Zapachów, mają tam całkiem sporo wosków, świec i innych ciekawostek (w tym olejki, mydła Aleppo i kosmetyki naturalne, m. inn. Sylveco :)).  



Macie swoje ulubione zapachy od YC? Jeżeli tak, podzielcie się nimi w komentarzach :).
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.


czwartek, 7 listopada 2013

Moje pędzle do makijażu.

Witajcie!

   Dziś pokażę Wam, jakich pędzli używam do makijażu. Zapraszam do oglądania! :)

________________________________




______________________________




Pędzle do pudru i podkładu:







Od lewej:


   Maestro Złota Kolekcja, Powder

   Ogromny, puszysty pędzel do pudru. Powierzchnia pędzla to praktycznie ¼ twarzy, także możecie sobie wyobrazić, jaki jest wielki. Nakładanie pudru i omiatanie nim twarzy jest bardzo przyjemne, nakłada produkt równomiernie, delikatnie oprósza twarz, nie robi żadnych plam i nie pozwala nam przesadzić. Po pierwszym myciu zrobił się większy, ale pozostał tak samo cudownie miękki. Wykonany jest z naturalnego włosia, które ma dość specyficzny zapach, podobny do zapachu naftaliny, ale w trakcie używania w ogóle nie jest wyczuwalny.


Hakuro H54

   Bardzo popularny pędzel do podkładu wykonany z bardzo miękkiego sztucznego włosia. Pędzel przycięty jest na kształt kulki. Bardzo wygodny w użyciu, równomiernie rozprowadza podkład mineralny (innych nie używam), daje bardzo ładne, naturalne wykończenie. Nie zgubił ani jednego włoska, był myty wiele razy i nic się z nim nie dzieje. Ze wszystkich moich pędzli do podkładu najczęściej wybieram właśnie ten, najprzyjemniej mi się z nim pracuje.


Hakuro H50

   Pędzel do podkładu, również wykonany z bardzo miękkiego, sztucznego włosia. Pędzel przycięty na płasko, typu Flat top. W rzeczywistości jest niewiele wiekszy od H54, różni się jedynie kształtem. Nie gubi włosia, tak jak H54 był myty wiele razy, nie odkształca się, nic się z nim nie dzieje. Równomiernie nakłada produkt na twarz, bez smug i plam.


Hakuro H52

   Pędzel do podkładu, wykonany z włosia tego samego typu, co jego dwaj poprzednicy. Jest to ‘młodszy brat’ H54, jest od niego dużo mniejszy. Jest bardzo zbity i mało ‘plastyczny’, niezbyt wygodnie nakłada mi się nim podkład, jest mały, dość ‘twardy’, włosie nie ugina się w kontakcie ze skórą. Z tym pędzlem pracuje mi się najmniej przyjemnie, dlatego sięgam po niego bardzo rzadko.








No Name

   Duży pędzel do pudru o okrągłym przekroju typu ‘wyrosnięte kabuki’ :P. Bardzo miękki i przyjemny w dotyku. Włosie jest raczej sztuczne. Kupiłam go kiedyś w Stanach w sklepie Marshall’s, nie mam pojęcia co to za firma, niestety zgubiłam opakowanie. Jest po prostu piękny :) Rozkleił mi się, drewniana rączka jest w kilku miejscach pęknięta, jednak walczę o niego jak tylko mogę :). Jeżeli widziałyście kiedyś gdzieś podobne pędzle i orientujecie się, co to za firma – koniecznie dajcie mi znać :).




Pędzle do różu i bronzera:




Hakuro H14

   Pędzel do różu, bronzera i rozświetlacza. Wykonany ze sztucznego włosia. Dzięki niemu łatwo można wykonturować twarz. Pędzel przycięty na kształt jajka, bardzo miły w dotyku, miękki. Przyjemny we współpracy :) Mam go od niedawna, ale jestem bardzo zadowolona.


Hakuro H24

   Pędzel do różu i bronzera, skośnie ścięty. Wykonany z miękkiego, sztucznego włosia. Lepiej nakłada mi się nim róż niż bronzer. Zawsze, gdy konturowałam nim twarz coś było nie tak, po prostu mi nie leżał, dlatego pojawił się H14. Do różu jednak nadaje się idealnie. Był myty wiele razy, również nic sięz nim nie dzieje.





Pędzle do makijażu oczu:





No Name

   Wachlarz, który kupiłam kiedyś za grosze na stoisku w galerii. Jest bardzo średniej jakości, jednak do takiej funkcji, jaką jest zmiatanie osypanego cienia spod oka, lepszego mi nie trzeba :).


Everyday Minerals

   Pędzel do eyelinera i do brwii. Idealnie nadaje się do malowania brwii Aqua Brow, ma dość krótkie i mało elastyczne włosie, co pozwala na narysowanie precyzyjnej linii.


Douglas 7B
   Pędzel do korektora. Przycięty na kształt języczka z lekko spiczastym czubkiem. Dość zbity i ‘sztywny’, nie ugina się zbyt mocno, wykonany jest z miękkiego, sztucznego włosia. Przyjemnie nakłada i rozprowadza się nim korektor pod oczami.







Hakuro H74
   Pędzel do rozcierania cieni, wykonany z naturalnego tlenionego włosia. Ma owalny kształt z lekko spiczastym czubkiem. Dość dobrze rozciera cienie i pozwala na nałożenie ‘mgiełki’ koloru na powieki, jest jednak mało delikatny i potrafi lekko drapać.

Zoeva 227 Soft Definer
   Pędzel do rozcierania cieni wykonany z bardzo miękkiego naturalnego włosia. Ma lekko spłaszczony kształt, włosie przycięte na kształt owalnej ‘miotełki’.  Jest bardzo delikatny i odkąd go kupiłam mój H74 poszedł w odstawkę. Jest odrobinę droższy od Hakuro, jednak jeżeli zastanawiacie się nad pędzlem do blendowania – zdecydowanie polecam ten. Niektórzy uważają go za tańszy zamiennik dla MAC 217 – osobiście nie mogę tego powiedzieć, ponieważ pędzla z MACa nigdy nie miałam.

Maybelline
   Dostałam go razem z innymi pędzelkami w zestawie jako gratis. Bardzo średnia jakość, włosie drapie, był to jednak mój pierwszy pędzelek, którego używałam do rozcierania cieni, dlatego został – mam do niego sentyment :).








Hakuro H80
   
   Nieduży pędzelek o okrągłym przekroju, miękkie naturalne włosie przycięte na kształt kulki/jajeczka ze spiczastym czubkiem. Bardzo wygodny w nakładaniu cienia w zewnętrznym kąciku i w załamaniu, przy okazji delikatnie można nim cienie rozetrzeć. Uwielbiam go, używam go codziennie do aplikacji cieni, jest idealny – Ani nie za duży, ani nie za mały.

Hakuro H70

   Szeroki, płaski pędzel do nakładania cieni. Wykonany z naturalnego włosia przyciętego na ‘okrągło’. Niestety dla mnie okazał się za duży, potrzebowałam czegoś mniejszego. Nakłada bardzo cienką warstwę cienia na powiekę, trzeba nabrać cień kilkukrotnie aby uzyskać odpowiednie nasycenie. Jest bo jest, ale za nim nie przepadam.

Douglas 10B

   Pędzelek typu pencil brush, sztywny, zbity, precyzyjny. Idealny do nakładania cienia na dolną powiekę, lub do ‘rysowania’ nim grubszej kreski cieniem na górnej powiece.

IsaDora

   Pędzelek do aplikacji cieni. Mam go już od wielu lat (ok. 8), wydaje mi się, że wykonany jest z naturalnego włosia, płasko ułożonego w skuwce, przyciętego na ‘okrągło’. Pędzelek jest bardzo dobrej jakości, przez tyle lat nic się nie stało z włosiem. Nadal jest miękkie, nie odkształciło się ani nie wypadło. Brawa dla IsaDory.








Od lewej: Hakuro H74, IsaDora, Douglas 7B, Douglas 10B, Everyday Minerals.

Cały czas czaję się jeszcze na pędzle Real Techniques, szczególnie Setting Brush, oraz na pędzle Zoeva Luxe Face Definer oraz Buffer. 




Jakie są Wasze ulubione pędzle do makijażu? Jakie chciałybyście jeszcze kupić?
Mam nadzieję, że Wam się podobało :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia. 

poniedziałek, 4 listopada 2013

NEW IN #2

Witajcie!

   Ostatnio w mojej kosmetyczce, i nie tylko, pojawiło się kilka nowości, o których dziś Wam opowiem. Zapraszam :)


______________________________






   Pędzel Hakuro H14 do konturowania twarzy. Miałam do tej pory H24, jednak nie do końca dobrze mi się z nim współpracowało, potrzebowałam czegoś bardziej precyzyjnego i oto jest :)

   Sztuczne rzęsy Ardell, które polecała w swoich filmikach Karolina (Stylizacje2). Jest to w sumie mój materiał do nauki, ponieważ nie potrafię się z nimi obchodzić. Rzęsy próbowałam przykleić w swoim życiu tylko raz, efekt nie był zbyt udany :P. Wybrałam te ze względu na to, że są dość delikatne i naturalne (o ile sztuczne rzęsy mogą być naturalne…).






   
   Do tej pory zamawiałam wyłącznie woski Yankee Candle, ostatnio jednak skusiłam się na ich ‘młodsze rodzeństwo’ czyli Kringle Candle. Jeden zapach to „Imbirowy anioł ze śniegu”, drugi to po prostu „Christmas”. Imbirowy jest cudny, chociaż pachnie troszkę jak babka cytrynowa, natomiast Christmas pachnie jak tani, beznadziejny, leśny odświeżacz do toalet. Zdecydowanie nie polecam.








   Woski Yankee Candle. Z Yankee nigdy nie zaliczyłam katastrofy, owszem, są zapachy, które podobają mi się bardziej, inne podobają mi się mniej, ale jeszcze nie zdarzyło się tak, aby jakiś zapach kompletnie nie przypadł mi do gustu, tak, jak było to w przypadku zapachu Christmas…







   Podkład Lily Lolo w odcieniu Popcorn. Wcześniej używałam podkładów Amilie, potrzebowałam jednak odmiany i tym razem padło na LL.

   Piaski od Wibo, na które napatrzyłam się u Obsession KLIK i w końcu się przełamałam, nr 1 oraz nr 3.







   Żel pod prysznic Original Source. Połączenie bazylii z cytrusami zawsze kojarzyło mi się z latem i świeżą kompozycją zapachową. W tym wypadku jest to jednak troszkę inna odsłona tego zapachu, który przestaje być zarezerwowany tylko na lato :).

   Spray Marion z octem z malin. Kosmetyki z tej serii chodziły za mną już od kilku lat. Znam firmę Marion i wiem, że cudów się po nich spodziewać nie mogę. Spray kupiłam po to, żeby się po prostu przekonać i wyleczyć z pewnej dziwnej fascynacji, którą wzbudza u mnie ten tajemniczy ocet malinowy :P.







   Po niefortunnej przygodzie z żelem do powiek Flos-Lek, postanowiłam trochę zainwestować i kupić coś z wyższej półki. Wybrałam krem pod oczy firmy Korres z olejkiem z dzikiej róży. Po pierwszym użyciu jestem bardzo zadowolona, zobaczymy jak się sprawdzi.


  

   Tak prezentuje się mój mały październikowy haul, mam nadzieję, że Wam się podobało. Dajcie znać, czy miałyście kiedykolwiek któryś z tych produktów :).
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.