Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Ulubieńcy stycznia i lutego 2015.

Witajcie!




   Luty minął w zastraszającym tempie, nim się obejrzałam zaczął się marzec i proszę...dziś już 9-ego :) Mam nadzieję, że wczorajszy dzień był dla Was wyjątkowy, życzę Wam abyście zawsze czuły się piękne, docenione, wartościowe i kochane! :) 
   W związku z tym, że blog na nowo ruszył na początku lutego w dzisiejszym poście przemycę też kilka rzeczy ze stycznia. Zapraszam więc na ulubieńców stycznia i lutego! :)










   


   Pielęgnacja w dwóch minionych miesiącach została zdominowana przez LUSH'a. Po wizycie w ich holenderskim sklepie i wypróbowaniu paru kosmetyków mogę śmiało stwierdzić, że jest to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych. Bardzo, ale to bardzo ubolewam nad faktem, że nie ma ich stacjonarnie w Polsce, warto polować na ich kosmetyki na allegro lub złożyć zamówienie na angielskiej stronie. To, co polubiłam najbardziej to zdecydowanie maska do włosów blond Marilyn oraz szampon w kostce Lullaby. Oprócz nich to maska do twarzy Mask Of Magnaminty oraz cukrowy scrub do ust Bubblegum (o wszystkich tych produktach możecie przeczytać TU). 

   Rodzynkiem w pielęgnacyjnej gromadce ulubieńców jest migdałowy olejek pod prysznic L'Occitane, który pomimo zaszczytnego miejsca raczej nie zagości ponownie w mojej łazience. Bardzo ładnie pachnie i skutecznie zapobiega wysuszaniu skóry jednak jego cena raczej wyklucza ponowny zakup (ok 80 zł/250ml).














   Przechodzimy do makijażu. W ostatnich miesiącach na moich powiekach gościł bardzo zgrany duet - Suspect, cień z palety Naked 2, Urban Decay oraz cień do...brwii marki Golden Rose w odcieniu 102, który przełożyłam do opakowania po cieniu Sephory. Suspect daje bardzo ładny naturalny blask na powiece, natomiast cień z GR świetnie sprawdza się w załamaniu. 















   Do podkreślania górnej linii rzęs oraz górnej linii wodnej służy mi wodoodporna kredka L'Oreal Gelmatic. Jej formuła jest dość dziwna/wyjątkowa,w ciągu dnia jest bardzo trwała, nie rozmazuje się a na górnej linii wodnej trzyma się ładnych kilka godzin, natomiast jej wodoodpornośćznika, kiedy zaczynam zmywać makijaż, co dla mnie jest bardzo na plus ze wględu na brak konieczności używania płynów dwufazowych czy olejków. Na rzęsach nosiłam (i nadal noszę) głównie tusz Miss Sporty Studio Lash, nie jest bez wad, dość szybko zaczyna się kruszyć, jednak za taką cenę nie wymagam cudów :). Na policzkach gościł róż NARS Douceur. Nigdy nie byłam 'blush kinda gal', dlatego taka dość neutralna, zgaszona propozycja to dla mnie strzał w dziesiątkę. 












   W kwestii ust wygrywa matowa pomadka od Bourjois w odcieniu Don't Pink Of It!. Dość neutralny, nienachalny róż w sam raz na codzień :). Przez ostatnie dwa lata stopniowo przekonuję się, jak ogromną różnicę w makijażu robią odpowiednie narzędzia. Pędzel Sigma F25 Tapered Face postawił kropkę nad 'i' i ostatecznie utwierdził mnie w tym przekonaniu. Bronzer nabrany na sam czubeczek tego 'jajeczka' i roztarty resztą włosia daje naprawdę niesamowity efekt. 










   Ostatnim, niekosmetycznym ulubieńcem są akwarele. Nie jestem w tej dziedzinie żadnym specjalistą, dopiero się uczę, jednak sprawia mi to tak dużą frajdę, że postanowiłam o tym wspomnieć. :)













Dajcie znać co podbiło Wasze serca w ubiegłym miesiącu,

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia. 

sobota, 28 lutego 2015

Nowości kosmetyczne stycznia i lutego.

Witajcie!


   Nie wiem, czy tylko ja tak mam, czy to powszechnie przyjęta złośliwość losu, ale jak już coś z kosmetyków się kończy – kończy się wszystko na raz. Podkład, puder, krem pod oczy i tak dalej, i tak dalej. W związku z tym, że dużo najpotrzebniejszych rzeczy w dwóch ostatnich miesiącach zaświeciło pustym denkiem, zapraszam na haul kosmetyczny stycznia i lutego : ).







   Dwie najważniejsze rzeczy, które skończyły się praktycznie w tym samym czasie – krem pod oczy oraz podkład. Korzystając z oferty VIP w Sephorze -20% udałam się na uzupełnianie braków z mniejszymi wyrzutami sumienia. Oba produkty zdążyły już zagościć na blogu po jego reanimacji – krem pod oczy Clinique, All about eyes rich to mój absolutny ulubieniec, podobnie jak podkład – Estee Lauder, Double wear light.








   Skończył się mój poprzedni tusz do rzęs  Oriflame, Wonder Lash, którego niestety nie zdążyłam zamówić na allegro (nie znam żadnej konsultantki) więc postanowiłam wypróbować coś taniego i polecanego – tusz Miss Sporty, Studio Lash sprawdza się naprawdę nieźle. Nigdy przedtem nie spodziewałam się, że uda mi się wykończyć jakąś kredkę do oczu – a jednak! Nowością jest wodoodporna kredka L’Oreal, Super Liner Gelmatic, którą używam głównie na górną linię wodną oraz na linię rzęs.  










   W ulubieńcach kosmetycznych wspominałam o pudrze Dior, Diorskin, który niestety zostaje wycofywany ze sprzedaży – do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, dlatego kupiłam dwa zapasowe opakowania (mam nadzieję, że znajdę godnego następcę zanim je wykończę :<).









Teraz czas na prezenty i zachcianki. Nars Douceur miał być prezentem na Święta, niestety zamówiony na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem przyszedł dopiero w połowie stycznia. Całe szczęście, że w końcu jest i od momentu kiedy się tylko pojawił wiedziałam, że się pokochamy. I stało się, przepadłam.








Razem z różem Nars zamówiłam również cień do powiek Milani (Bella Eyes, Gel Powder Eyeshadow) w kolorze Bella Bronze, który przyszedł, uwaga, dopiero na początku lutego. Ma przepiękny czerwonawy odcień brązu, wspaniale się blenduje i przepięknie wygląda na oku przez cały dzień. Długo czekałam na jaśniejsze i bardziej neutralne odcienie Rouge Edition Velvet od Bourjois i w końcu się pojawiły. Nadal nie są aż tak jasne i neutralne jak bym chciała, postanowiłam jednak wypróbować najjaśniejszy z kolekcji, nr 10 – Don’t pink of it! Bardzo często gościł na moich ustach w lutym i zasłużył na miejsce w ulubieńcach :).













Perfumy Chloe Signature to moje perfumy wszechczasów. Uwielbiam kiedy marka wypuszcza torebkowe miniatury (20ml) bo mogę mieć je zawsze przy sobie a do tego wychodzą całkiem korzystnie finansowo (20 ml – 119 zł / 30 ml – 239 zł). Posiadam już wersję różaną i podstawową, która jest na wykończeniu, dlatego korzystając ze zniżki w Sephorze postanowiłam uzupełnić jej zapas i powiększyć kolekcję o zieloną, bardziej świeżą wersję. Wszystkie trzy uwielbiam :).










Jeden jest prezentem od chłopaka, drugi ode mnie dla siebie z okazji zdanej sesji :). Mowa o przecudownych pędzlach do twarzy Sigma w wersji Copper – F25 Tapered Face, F35 Tapered Highlighter. Mniejszego używam głównie do nakładania pudru w okolicach oczu, większego do nakładania bronzera. Oba pędzle są niesamowicie miękkie i przyjemne w dotyku, mogłabym siedzieć i ‘miziać’ się nimi godzinami…Pobiły nawet Zoevę :).









   To już wszystkie nowości, dajcie znać czy miałyście z którąś z nich do czynienia :). Może u Was pojawiła się jakaś ciekawa nowość? :)

Pozdrawiam cieplutko,
Kasia.



poniedziałek, 3 lutego 2014

Ulubieńcy stycznia 2014.

Witajcie!


   Witajcie po przerwie, która spowodowana była, jak się pewnie wiele z Was domyśla – sesją. Paradoksalnie w moim przypadku skończyła się zanim tak naprawdę się zaczęła, wszystkie egzaminy udało mi się zdać w terminie zerowym, jednak to czas ‘przed’ na moim kierunku jest najbardziej gorący – oddanie goni oddanie i zdanie ‘nie śpię bo studiuję architekturę’ cudownie odzwierciedla ten okres. Na samym końcu pochwalę się Wam jednym z projektów, który musiałam wykonać na wzornictwo :).

   Dziś, jak mówi tytuł posta, przychodzę do Was ze styczniowymi ulubieńcami. W związku z nawałem pracy i brakiem czasu makijaż w tym miesiącu zszedł na dalszy plan a moja pielęgnacja skupiła się głównie na regeneracji i naprawie zniszczeń wywołanych przez wielki mróz i silny wiatr. Zapraszam do lektury :).




   







   Moje włosy w tym miesiącu naprawdę dostały w kość. Ocieranie się o sztuczny materiał kurtki, mróz, silny wiatr, para wodna z ust, dosłowne zamarzanie – wszystko to sprawiało, że były w nienajlepszej kondycji. Włosowym ulubieńcem pozostaje maska Natur Vital aloes i jałowiec dodatkowo zmieszana z bananową odżywką z The Body Shop. Odżywka samodzielnie się u mnie nie sprawdziła, była po prostu za lekka, chcąc w końcu ją zużyć zaczęłam mieszać ją na dłoni z maską. Moje włosy pokochały takie połączenie, są niesamowicie gładkie, nawilżone i błyszczące. W styczniu odkryłam również kolejny szampon z Yves Rocher z oczarem wirginijskim, czy jak to nazywa producent – hamamelisem. Jest naprawdę łagodny, mam wrażenie, że nawilża moje włosy, są po nim gładkie, miękkie i wyjątkowo świetnie się układają. Pobił chyba wszystkie dotychczasowe ulubione szampony, jest na pewno lepszy od jego bratniej wersji dodającej objętości :).








    Moja twarz również odczuła negatywne skutki mrozu i silnego wiatru – stała się przesuszona, odwodniona i doświadczyłam łuszczenia się w najbardziej przetłuszczającej się partii – na nosie. W opanowaniu sytuacji przyszły mi na pomoc trzy produkty – Alpha H, Balancing Cleanser with aloe vera, Salcura, Face Hydrator oraz Seba Med, Care Gel. Kremowy balsam do mycia twarzy od Alpha H jest wyjątkowo łagodny – nie odczułam żadnego ściągania, skóra jest nawilżona i chroniona delikatną warstewką, która nie powoduje żadnych wyprysków ani zapychania. Krem do twarzy Salcura ma tak cudowny, naturalny skład, że to po prostu wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. A jednak. W tym wypadku również nie doświadczyłam wysypu zaskórników, moja skóra jest miękka i nawilżona. Krem zostawia na skórze delikatną, aksamitną warstewkę, która w żadnym wypadku nie jest tłusta ani lepka – świetnie nadaje się pod makijaż, nie wpływa negatywnie na jego trwałość. Żel Seba Med kupiłam ze względu na składnik, który w pewnym stopniu czyni go odpowiednikiem tak szeroko omawianego ostatnio Hydraluron’u, niedostępnego niestety w Polsce. Nie zawiera żadnych zapychaczy, wchłania się do matu, ma działanie nawilżające – dla cer suchych, normalnych i mieszanych świetnie sprawdza się jako nawilżające serum pod krem, dla cer wyjątkowo tłustych mógłby być wystarczający stosowany samodzielnie. O wszystkich tych trzech produktach zamierzam napisać niedługo więcej, także jeżeli coś Was zainteresowało – wypatrujcie posta :).








    W pielęgnacji dłoni i stóp prym wiedzie Tołpa. Pomimo chodzenia w rękawiczkach moje dłonie naprawdę źle znoszą mróz. Są ekstremalnie przesuszone, szorstkie i gdzieniegdzie nawet popękane. Pomimo tak dużych szkód, Regenerujący krem-koncentrat do rąk radzi sobie świetnie. Stosuje go głównie ze względu na wyjątkowo szybkie wchłanianie i bardzo dobry poziom nawilżenia, co nie zawsze idzie ze sobą w parze. Jeżeli chodzi o stopy – moim kremem WSZECHCZASÓW jest Tołpa, Dermo pedi, Med – regenerujący krem-maska do stóp. Coś niesamowitego. Muszę się Wam przyznać, że przez nawał pracy na uczelnie niektóre partie mojego ciała, w tym stopy, traktowałam trochę po macoszemu… Śmiałam się niedawno, że gdybym była mężczyzną, pewnie wyglądałabym teraz jak Rumcajs, który właśnie wyszedł z jaskini. Ten krem niweluje zrogowacenia, cudownie nawilża i jest zdecydowanie najlepszym kremem, który stosowałam do tej pory. Pobił masło shea, kremy z Avonu, Gehwol, Isany, Dax i innych, plasujących się w czołówce KWC na Wizażu marek.









   W styczniu nie miałam czasu na makijażowe eksperymenty, popadłam nieco w rutynę i postawiłam na naturalność. Kilka kosmetyków jednak się wyróżniało i sięgałam po nie zdecydowanie częściej niż po pozostałe – MAC, Pro Longwear Concealer, Nyx, Taupe Blush, kredka do brwii Catrice Eye Brow Stylist w odcieniu 02 oraz róż Bourjois w kolorze 34 – Rose D’Or, zakupiony w promocji w Rossmannie. Korektor pod oczy MAC świetnie kryje i jest wyjątkowo lekki w konsystencji, nie zbiera się w załamaniach i wygląda bardzo naturalnie. Róż Nyx to mój idealny odcień do konturowania. Początkowo miałam do niego pewien dystans, wydawał mi się dość ciemny i brudny, jednak zmieniłam zdanie po pierwszym użyciu :) O nim również będziecie mogły przeczytać więcej już niebawem. Kredka Catrice świetnie nadaje się do szybkiego podkreślenia brwii, jest dość twarda więc łatwo stopniować efekt, utrzymuje się cały dzień, odcień 02 idealnie nadaje się do chłodnej karnacji. Róż Bourjois ma cudowny uniwersalny odcień, który jest bardzo zbliżony do koloru naturalnego rumieńca, bardzo delikatnie rozświetla i ożywia twarz, nadaje świeżego i zdrowego wyglądu.  Do tego ten zapach…<3

   Do nawilżania ust w tym miesiącu najczęściej używałam pomadek ochronnych Burt’s Bees. Są aksamitne i bardzo odżywcze. Nie lepią się i nie zostawiają tłustej, błyszczącej powłoki jak w przypadku wazelinowych pomadek. Śmiało mogłabym powiedzieć, że są ‘sztyftowymi’ odpowiednikami Reve de miel ze słoiczka. Z dwóch wariantów – z olejkiem z granatu oraz miodowej, zdecydowanie wolę tę drugą – niestety gdzieś mi się zagubiła i przez większość miesiąca używałam tej z granatem. Czerwona wersja nie odbiega od miodowej jeżeli chodzi o sposób działania, natomiast ma dość specyficzny zapach, który niekoniecznie jest przyjemny.  




   A teraz coś, czym między innymi zajmowałam się w ostatnim czasie – karmnik dla ptaków. Projekt jest być może mało funkcjonalny, często trudno ze swoją wizją przebić się przez wizję wykładowcy, po części mi się to jednak udało, z czego jestem dumna :).  








   I dodatkowa rzecz, nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie pochwalić – prezent Walentynkowy od M. – pierścionek Pandory. Dostałam go już teraz, ponieważ M. musiał wyjechać, nasze wspólnie spędzone Walentynki stoją pod znakiem zapytania, a pierścionek to coś w rodzaju niezapominajki :). Jest przepiękny…<3. Być może spodoba Wam się na tyle, że same zechcecie ujrzeć go na swoim palcu 14-ego? Dajcie znać :).









Zapraszam na mojego instagrama oraz do polubienia bloga na fb,
pozdrawiam Was serdecznie, trzymajcie się cieplutko,
Kasia.



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Duży zbiorczy haul - Ikea, H&M Home, Jysk i inne :).

Witajcie!



   Czas przecen trwa w najlepsze, niemalże z każdej sklepowej witryny bije nam po oczach wielki napis „SALE”.  W tym roku jakoś niezbyt mocno uległam jego magii jeżeli chodzi o ubrania, bardziej skupiłam się na kosmetykach i dekoracjach do pokoju. Dziś mam dla Was spory zbiorczy, przecenowy i nie, haul, w którym pokarzę Wam moje zdobycze m. Inn. z Ikei i H&M Home. Będąc ostatnio w Warszawie nie mogłam nie odwiedzić tych sklepów, takie oto tego skutki :). Zapraszam :)



   Jako maniak palenia świec i wosków kupiłam 100 podgrzewaczy za 7.99.






   W związku z tym, że w moich szufladach przy biurku brakowało jeszcze tylko przysłowiowych ‘baby z dziadem’ postanowiłam kupić wkłady Antonius, które pomogą mi je troszkę uporządkować…Jeden kosztował 6 zł, więc nie było nad czym się zastanawiać.







   Wybrałam również podpórki do książek Billy, dużą i małą, w cenach 7.99 i 4.99.







   Będąc w Ikei szukałam dość taniego pledu-narzuty na łóżko i udało mi się znaleźć szary koc, Gurli, który kosztował 39 zł. (Sztuczne futerko również pochodzi z Ikei, jednak kupione było w zeszłym roku. Nie pamiętam nazwy ponieważ odcięłam metkę, jednak jego koszt to ok 50 zł).









   Szukałam również zwykłej, jasnej, jednolitej bawełnianej pościeli. Znalazłam kremową, która nazywa się Dvala. Była niedroga, kosztowała niecałe 50 zł. (Widoczna na zdjęciu łóżka powyżej).

Poszewki na poduszki, biała z napisami oraz dwie w paski, pochodzą z H&M Home. Biała to koszt 20 zł, w paski – 30 zł / szt.






Dwie szare poszewki na jaśki kupiłam w Home&You, każda za 17.90.






   Kiedy poszewki z H&M Home będą w praniu, ich miejsce zajmą te z Ikei – dwie szare Gurli, 12.99 / szt., oraz Lappljung Ruta, 25.99, w geometryczne wzory z cudownej jakości grubej tkaniny.







   W H&M Home kupiłam również dozownik na mydło w prowansalskim stylu,  dla którego znalazłam jednak inne przeznaczenie – będzie to pojemnik na wodę różaną :).






   W Jysku udało mi się upolować pudełko z pleksi za 25 zł. Nazywa się Bocano i w porównaniu do innych tego typu organizerów, które znajdziemy w Internecie kosztowało naprawdę grosze :).






   W Jysk'u kupiłam również koszyk w kolorach pasujących do pościeli. Trzymam w nim kosmetyki do twarzy. Niestety nie pamiętam jak się nazywa, ale jest to stałe wyposażenie Jysk i myślę, że da się znaleźć bez problemu.






   Przechodząc do kosmetycznej części moich łupów, mniej lub bardziej wyprzedażowych – będąc w The Body Shop’ie kupiłam moje ulubione masło do ciała Mango o pojemności 300 ml (49 zł). W tym samym zapachu wybrałam też masełko do ust. W Bath&Body Works skusiłam się jedynie na treściwy ‘salvation balm’, nadaje się do skórek, kolan, łokci, ust…dość uniwersalny środek o zapachu ‘przykurzonej’ róży :). Wąchałam ich świece, tak popularne w Internecie, jednak nic nie przypadło mi do gustu…ich kosmetyki również mają zapachy, które niekoniecznie mi się podobają – słodkie, sztuczne i duszące.





   W The Body Shop’ie uległam jeszcze jednej pokusie – temu cudakowi do masażu twarzy :).






   Do mojej kosmetyczki wpadły również 3 przecenione róże – dwa z Bourjois – Rose d’Or i Rose Coup de Foudre i jeden z The Balm – Frat Boy.







   Moje ubraniowe zdobycze prezentują się dość skromnie – w American Eagle Outfitters, sklepie, do którego mam ogromny sentyment po odwiedzaniu go w Stanach, kupiłam bluzę kangurkę z błyszczącym napisem z przodu, sweterek w renifery udało mi się upolować w New Looku za 40 zł :).









   Bardzo żałuję, że w mojej okolicy nie ma Ikei :( Gdybym tylko mogła, prawdopodobnie bym tam zamieszkała. Postanowiłam zrobić ten haul, ponieważ sama wybierając się na wielką zakupową ‘wyprawę’ szukałam innych Ikeowych hauli, przeglądałam strony i katalogi. Pomogło mi to w zrobieniu pełnej listy zakupów i w uniknięciu sytuacji, w której po powrocie do domu trafiłabym na taki haul i żałowałabym, że czegoś nie uwzględniłam :).


   Uwielbiam moje nowe-stare łóżko, jest ono jednym z głównych elementów mojego pokoju, który nabrał teraz zupełnie innego wyrazu :). Dajcie znać czy również Wam się podoba :). Macie jakieś swoje typy odnośnie zakupów w Ikei? :)

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,

Kasia.