Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2013

Sequined Nails, czyli brokatowo-cekinowe ombre po ciemnej stronie mocy!

Witajcie!




   Święta już za nami, mam nadzieję, że spędziłyście je we wspaniałej atmosferze i że udało Wam się trochę przez ten czas wypocząć i najeść cudownych świątecznych potraw :) Przed nami Sylwester, więc czas na coś w bardziej imprezowym klimacie. Bohaterem dzisiejszego posta będzie lakier do paznokci 'Seqiun Explosion' od L'Oreal, za pomocą którego wyczarować możemy iście wieczorowy manicure nadający się na wiele okazji – imprezę, Sylwestra czy np. balet! Manicure ten zrobiłam właśnie z myślą o balecie, na który się jutro wybieram ("Dziadek do orzechów" <3 Aaaa, nie mogę się doczekać!). Moje skojarzenia z baletem zawsze wiązały się z czymś zwiewnym, delikatnym – tiul, pastelowe barwy… Dzisiejszy manicure bardzo odbiega od tego wyobrażenia, jest raczej mroczny, bardziej w kierunku Czarnego Łabędzia, czyli po ‘ciemnej stronie mocy’ :).  Jeżeli jesteście ciekawe – zapraszam!











   Jako bazy użyłam 'First Base' od Essie. Dwie następne warstwy to matowy granat, Inglot, 710, następnie Sequin Explosion od L'Oreal, na koniec niesamowity Seche Vite






















Koniecznie dajcie znać, co sądzicie. :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,
Kasia.

niedziela, 27 października 2013

Jesień na paznokciach

Witajcie!

   W ostatnim poście wspomniałam o tym, że nieodłącznym elementem jesieni według mnie są ciemne lakiery do paznokci. Dziś zdecydowałam się pokazać Wam te, po które sięgam najczęściej :) Mam nadzieję, że Wam się spodobają. Zapraszam!

   
 Inglot nr 184. 
   




   Piękny bordowy odcień ciemnej, dojrzałej czereśni. Bardzo elegancki i klasyczny, ponadczasowy, z głębią. Idealny na każdą porę roku do krótkich i długich paznokci. Wygląda inaczej w zależności od światła, raz jest prawie czarny, raz prawie czerwony. Co najciekawsze, z powodzeniem mogę uznać, go za tzw. 'dupe', czyli zamiennik dla lakieru Chanel Rouge Noir. Ostatnio w swoim poście pisała o nim Vivianna LINK



   Myślę, że na paznokciach wyglądają niemal identycznie, dlatego jestem bardzo wdzięczna firmie Inglot za ten kolor :).
    
    
    
    
Rimmel Salon Pro, 711 Punk Rock.
    



   Wspaniałe połączenie granatu z szarością. Odcień bardzo uniwersalny, pasuje do sportowego i eleganckiego ubioru. Jeżeli jesteśmy w pośpiechu - wystarczy jedna warstwa dla pełnego krycia, dodatkowo mega szeroki pędzelek bardzo ułatwia aplikację. (Przyzwyczajona do standardowych, wąskich pędzelków na początku nie mogłam się przestawić, teraz maluje mi się nim o wiele lepiej niż wąskim, wystarczy jedno pociągnięcie + ewentualnie mała poprawka do pokrycia całej płytki.)
    
    

     

Anny, 200 Purple Rain.
             
                  
              
              
   Piekny, ciemny fiolet. Zdjęcie robione jest przy świetle słonecznym, w innym świetle momentami wygląda prawie jak czarny. 
   
   
   
   
   
Inglot, nr 974.
   
     
                      
    

   Nietypowy odcień brązu z domieszką szarości, kolor z rodziny 'taupe'. Kolor uniwersalny, stonowany, klasyczny. Pięknie wygląda na paznokciach. W zależności od światla raz jest bardziej brązowy, raz bardziej szary. Myślę, że podobnym odcieniem jest Essie Merino Cool a nawet Chanel Particuliere, za co kolejny raz ogromny ukłon w stronę Inglota. 

      






  
_____________________________________________   
   
Aaale! Żeby nie było tak szaro i ponuro, jesienią noszę również jaśniejsze kolory na paznokciach :) Nie są to ożywcze korale ani cukierkowe róże, ale różne odcienie nude i szarości.
  
  
    
   
Essie, Topless And Barefoot.
  
   


   Przepiękny nude, praktycznie idealnie dopasowany do koloru skóry, zdjęcie tego nie oddaje, ale w pewnym świetle widoczny jest lekko różowy ton. Jeżeli lubicie efekt 'mannequin hands' to jest to idealny lakier :)


   
   
Sensique, nr 145
   
   

   
   Jasny, delikatny odcień szarości. Określiłabym go jako gołębi. Podobny, ale odrobinę ciemniejszy kolor widziałam na paznokciach u Doutzen Kroes:
   
   
  
   
   Podobne odcienie mają w swoich kolekcjach Chanel, MAC:
    
   
Chanel, Frenzy  źródło

    
MAC, Quiet Time źródło



    
Artdeco, nr 72
    
   


   Ciepły odcień nude, jasna 'kawa z mlekiem', również bardzo uniwersalny - elegancki i na co dzień. Kiedyś był to mój ulubiony kolor i to pierwszy lakier, który kupiłam ponownie :). Po zaschnięciu na paznokciach pozostaje piękny połysk, długo się trzyma. 


To by było na tyle, jeżeli chodzi o moje jesienne lakierowe propozycje. Nie raz pewnie zdecyduje się na jakiś 'skok w bok', jednak bohaterowie dzisiejszego posta to jest podstawa mojego manicure. Jeżeli nie wiem, po jaki lakier mam sięgnąć danego dnia, zawsze sięgam po jeden z tych, w których najlepiej się czuję :).
  

Dajcie znać, czy macie jakieś lakiery, które uwielbiacie jesienią i po które sięgacie, kiedy macie jakiś dylemat :)
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło!
Kasia




czwartek, 17 października 2013

Jesień na ustach

Witajcie!

   Dziś krótki post, w którym pokażę Wam moje dwa ulubione kolory pomadek na jesień. Będzie naturalnie i 'z charakterem' :).
































   Jeżeli widziałyście moich sierpniowych i wrześniowych ulubieńców (SIERPIEŃWRZESIEŃ) to być może kojarzycie te dwie pomadki. Nadal sięgam po nie najczęściej z mojej małej kolekcji :)


   
Pierwsza z nich to Shiseido BE 208, jak dla mnie, może nietypowy, ale idealny nude, ciepły, lekko różowy odcień, może troszkę brzoskwiniowy.  Oceńcie same, ja go uwielbiam :) Ma kremową konsystencję, gładko sunie po ustach, nie podkreśla suchych skórek i nie wysusza.













































   Kolejna pomadka to Maybelline 338 Midnight Plum. Odcień bardzo wyrazisty, ciemny i raczej nie na co dzień. Ja na takie kolory muszę mieć 'nastrój', w przeciwnym wypadku zamiast czuć się pewnie, czuję się źle i nieswojo. Pomadkę możemy nakładać warstwowo w zależności od efektu jaki chcemy uzyskać, kolor łatwo się buduje. Ładnie wygląda też wklepana palcami :).












































Na obu zdjęciach pierwsze ujęcie jest z lampą, pozostałe w naturalnym świetle. 


   Na koniec chciałabym Wam pokazać jak prezentuje się zielony cień z mojej paletki Inglota (poprzedni post) na powiece. Nie jest to żaden tutorial makijażowy, nie uważam się za osobę, która mogłaby kogoś uczyć makijażu, bo nie jestem w tym temacie żadnym ekspertem :). Zieleń znajduje się przy linii górnych i dolnych rzęs, w zew. kąciku nałożyłam środkowy cień, również z paletki (KLIK), w wew. kąciku cień z Sephory w kolorze nr 68.








































Czy Wy macie jakieś kosmetyki, po które chętniej sięgacie jesienią i zimą? 
Trzymajcie się ciepło, 
Kasia

poniedziałek, 14 października 2013

NEW IN #1: weekend zniżek

Witajcie!


   Dziś podzielę się z Wami tym, co udało mi się upolować w miniony weekend ze zniżkami z prasy. Nie są to jakieś ogromne zakupy, na ubrania w ogóle nie zwróciłam nawet uwagi, po części dlatego, że nabawiłam się pewnej kontuzji i nie mogłam długo chodzić :<. Wcześniej zaplanowałam sobie, gdzie chcę zajść i co chcę kupić, żeby było łatwiej i szybciej. Część z tych rzeczy już od dawna była na mojej ‘wish list’, ale ciągle się wahałam, często ze względu na cenę. Weekend zniżek to cudowne rozgrzeszenie dla sumienia, więc jak tu nie skorzystać? Przecież kupiłam taniej :).


   Paletka z Inglota to coś, na co miałam ochotę już dawno, dawno temu. Do tej pory kupowałam cienie pojedynczo, teraz wolałabym mieć je w jednym miejscu. Zdziwiła mnie jej cena ( ok. 15 zł ), zawsze myślałam, że jest dużo droższa. Na razie wybrałam trzy cienie (moja paletka ma miejsce na 5) – 433 (zieleń), 402 (środkowy szary brąz) oraz piękny metaliczny jasny taupe ze srebrnym połyskiem (153), który najlepiej prezentuje się nakładany na mokro. Wszystkie cienie, według producenta, mają perłowe wykończenie. Cena regularna 12 zł / szt.





   Filtr z Biodermy, na którym opiera się moja poranna pielęgnacja. To moje drugie opakowanie. Nie jest ideałem, tłuści ale, co najważniejsze, nie zapycha. Na razie muszę przy nim zostać, ponieważ nie znalazłam lepszego a poprzednie opakowanie się już kończy. Używałam wcześniej filtru La Roche-Posay Anthelios XL, który miał być niekomedogenny i odpowiedni dla cer tłustych i mieszanych. Po tygodniu moja twarz i szyja usiane były krostkami i bolącymi, podskórnymi pryszczami, które leczyłam przez miesiąc…Wszystko dzięki kochanym silikonom, które niestety są praktycznie WSZĘDZIE. Cena regularna, widoczna na zdjęciu, to 77.99. Najtaniej udało mi się znaleźć go w aptece internetowej Melissa, skąd go wcześniej zamawiałam, kosztował ok. 40 zł, jednak po dodaniu kosztów przesyłki wychodzi tyle samo, co po obniżce w Super Pharm.





Organique, maska do włosów seria Anti Age, oraz Savon Noir, to coś, czego również od dawna chciałam spróbować, tylko skutecznie odpychała mnie cena ( oba produkty ok. 40 zł / szt ). Po przecenie to co innego…:).







Wokół produktów firmy Phenome kręciłam się już od dłuższego czasu, ze względu na ich naturalne i bogate składy. Moja cera jest bardzo wymagająca, nie toleruje praktycznie żadnych zapychaczy, największą alergię ma chyba na silikony, których niestety jest wszędzie pełno. Od dawna szukam dobrego kremu nawilżającego, który by mnie nie zapchał. Ten z Phenome ( LUSCIOUS hydrating cream, czyli Krem nawilżający do cery odwodnionej i suchej ) ma skład, który teoretycznie powinien pasować mojej skórze. Zobaczymy, czy sprawdzi się w praktyce :). Cena regularna to niestety aż 126 zł





Myślę, że za jakiś czas pojawi się recenzja któregoś z kosmetyków :).
Udało Wam się  kupić coś fajnego taniej z kuponem, czy raczej nie korzystacie z takich promocji?
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło :).

Kasia

środa, 11 września 2013

Ulubieńcy sierpnia 2013.

Witajcie!

Dziś przedstawię Wam kosmetyki, które najczęściej gościły w mojej sierpniowej pielęgnacji :)
Sierpień nie był raczej miesiącem nowości, no, może poza kilkoma małymi rzeczami :). Postanowiłam sobie, że najpierw muszę wykończyć moje zapasy, szczególnie te, związane z włosomaniactwem, na zakupy jeszcze przyjdzie pora :). 

Zaczynamy od kosmetyków do pielęgnacji ciała i włosów:




Od lewej:
- zapewne wszystkim dobrze znana wcierka Jantar, zawsze do niej wracam, kiedy potrzebuję przyspieszenia wzrostu lub wzmocnienia włosów. Ostatnio miałam problem z wypadaniem, które dzięki niej zostało opanowane :)
-Olejek pod prysznic z Isany, jak widać opakowanie już prawie puste, jest tani (kosztuje niecałe 4 zł), nie wysusza i używa mi się go przyjemniej niż zwykły żel pod prysznic :)
-Masło do ciała TBS, najbardziej lubię te o zapachu Mango, ratuje mnie zawsze wtedy, kiedy moja skóra jest przesuszona i potrzebuje odzywienia
-ukochany krem do rąk również z TBS, z wyciągiem z konopii, jest częścią mojego wieczornego rytuału, codziennie, leżąc już w łóżku przed snem nakładam dość grubą warstwę na dłonie i wmasowuję w paznokcie, sprawdza się doskonale :)


Pielęgnacja twarzy: 



Od lewej:
-krem pod oczy z półproduktów ze Zrób Sobie Krem, własna receptura, którą mam zamiar niedługo się z Wami podzielić :) 
-przeciwzaskórnikowy tonik z kwasem mlekowym przepisu Lorri, receptura zaczerpnięta ze Zrób Sobie Krem KLIK
-Antybakteryjny płyn do twarzy i ciała ze srebrem, Inwex Remedies, używam go codziennie rano jako tonik, łagodzi stany zapalne i przyspiesza gojenie 
-olejek z pestek arbuza, niezastąpiony w mojej codziennej pielęgnacji, nie zapycha porów, ma dużą zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych, dla mnie jest idealny, szczególnie na noc lub jako dodatek do serum
-uniwersalny balsam Brzoskwinia i Bawełna, o dziwo, z Avonu. Ogólnie nie przepadam za tą marką, mają nieciekawe składy, często ich kosmetyki mnie uczulają. Jednak ten balsam się sprawdza i, jak na Avon, skład ma całkiem przyzwoity. Codziennie wieczorem nakładam grubą warstwę na usta, rano balsam nadal na nich jest, odżywia, nawilża, chroni, a do tego jest tani :)
-szmatka muślinowa, nieodłączna część mojej wieczornej pielęgnacji, dzięki niej moja skóra jest wygładzona i dobrze oczyszczona.


Makijaż:



- cień do powiek Sephora, numer 50, kolor w stylu taupe, brązowo-szary
- cień do powiek Gosh, w tym miesiącu używałam tego, który jest najbardziej wyeksploatowany, czyli prawego na górze :) Cienie mają świetną konsystencję, są bardzo satynowe, plastyczne, pięknie wylądają powiece :)
- cień do powiek Inglot, cielisty, matowy, uniwersalny :) 
- pędzel do blendowania Hakuro H74, bardzo ładnie rozciera cień na powiece, jest z naturalnego włosia ale nie drażni skóry :)




Od lewej (tutaj są te moje małe nowości :)):
-pomadka Shiseido, bardzo lubię pomadki tej firmy, mam do nich sentyment, nie wysuszają ust i dają bardzo ładny efekt :) kolor BE 208
-Maybelline Color Whisper 430 Coral Ambition oraz 620 Bare to Be Bold + L'Oreal Rouge Caresse 403 Hypnotic Red, pisałam o nich w moim pierwszym poście KLIK



-Last but not least, Maskara Max Factor Wild Mega Volume, ma dużą szczoteczkę, która wymaga cierpliwości i czasu, żeby nauczyć się nią 'obsługiwać', ale efekty są tego warte :)


Pozdrawiam Was gorąco!
Kasia :)