wtorek, 7 stycznia 2014

Muji Feu de Bois, zamiennik Diptyque, który powalił świat na kolana, czyli świeca o zapachu (s)palonego drewna.

Witajcie!



   Palone drewno…ciepły zapach żywicy, słodki drzewny aromat, zapach domu… bezpieczeństwo, zaufanie, spokój, błogostan. To skojarzenia, które przychodzą mi do głowy kiedy myślę o rozpalonym ognisku lub kominku, w którym wesoło tańczą iskierki. Czy takie same skojarzenia nasuwają mi się, kiedy wącham świecę Muji Feu de Bois?








   Wiecie co? Naprawdę bym chciała… Niestety, zapach zamiast być cichy i uspokajający po prostu wrzeszczy mi wprost do ucha, wwierca się i wibruje w środku swoją okropnością. Tak to odczuwam, aż tak jest odpychający, a dodam, że wiele zapachów potrafię znieść. Miał być słodki żywiczny aromat drewna, a jest co? Czarny węgiel, pył, z drewna został już tylko popiół, za to dym… dym jest i ma moc. I to jeszcze jaką! Uderza z całą swoją siłą niosąc ze sobą ten popiół i pył, dusi spalenizną, wypełnia płuca. To zupełnie tak jakbyście siedziały przy ognisku i dym non stop buchałby Wam w twarz. Nie ma czym oddychać. Jedyne na co miałam ochotę po powąchaniu tej świecy to głęboki wdech świeżego powietrza.


   Mam dużą zapachową tolerancję, potrafię znieść wiele zapachów, które przez wielu uważane są za ‘nie do zniesienia’, ale to, co znajdowało się w tej cynkowej puszce po prostu przebiło wszystko. Absolutnie wszystko. Nie było ani wyrafinowane, ani oryginalne, ani wyszukane… Było po prostu wstrętne i nie mam pojęcia komu o zdrowych zmysłach ten zapach mógłby przypaść do gustu. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że według jednej dość znanej brytyjskiej vlogerki jest to praktycznie idealna podróbka świecy Diptyque o tej samej nazwie, Feu de Bois, która niedługo na świecie stanie się chyba absolutnym must have, tak jest już rozreklamowana. Jeżeli ta świeca powala na kolana - to jedynie w błaganiu o litość. Nigdy więcej. 


   Nawet na widok jej koloru robi mi się źle.
Świeca poszła w świat ponieważ samo patrzenie na nią powodowało u mnie zawroty głowy. Całe szczęście, że nie zdecydowałam się na Diptyque, ok. 250 zł wydane na takiego śmierdziucha chyba przyprawiłoby mnie o zawał.



Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie miały okazji wąchać czegoś podobnego,
Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło,

Kasia.

5 komentarzy:

  1. 250 zł za świecę? Wow :D
    A to musi okropnie śmierdzieć, sam kolor nie zachęca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta na szczęście kosztowała 23 zł...

      Usuń
  2. Tyle pieniędzy za .. nic !
    ..chociaż ładnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczaki :) Musiało być ostro hah tak to już jest z reklamą, czasem jak ktoś powie, że coś ma się podobać (w dodatku jest tak drogie), to ludzie powtarzają za nim jak papugi, że ładne. A zwykły człowiek kupuje i nie wie co myśleć hah dobrze, że nie zdecydowałaś się na oryginał :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednak zachęcam do powąchania Diptyque a nie ocenianie zapachu poprzez rzekomą podróbkę... Diptyque mam, pachnie słodko i żywicznie. Zanim kupiłam i wydałam kupę forsy, najpierw przetestowałam w sklepie. Do tej pory nie znalazłam zamiennika ani innego równie cudownego zapachu, więc proponuję poświęcić chwilę żeby zweryfikować lub potwierdzić swoją opinię i powąchać oryginał. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :).

Bardzo proszę o niedodawanie linków służących autopromocji w komentarzach, każdy tego typu wpis będzie usuwany.